Title: Hogwart RPG
Date: piątek, 27 lipica 2007 . 14:20:29
Diary: http://wizard.topic-ideas.com/index.htm
Oto adres do nowego RPG jakie założyłam. Zachęcam wszystkich do rejstracji ! Pamiętajcie że musicie aktywowac konto przez e-maila. W każdym razie potrzebni są nauczyciele oraz uczniowie ^^!
Zapraszam :)
komentarze [4] . 4
Title: Kłótnia...
Date: czwartek, 24 maja 2007 . 15:59:46
Diary: Korytarz za korytarzem. Zakręt za zakrętem. Po kilku minutach biegu Michelle stanęła u wielkich dębowych drzwi do szkolnej biblioteki. Po chwili do Kaskady dołączyła zdyszana Violette z Ray’em, który namiętnie szukał czegoś w swojej torbie.
- Muszę to uwiecznić… - mówił sam do siebie – Gdzie jest mój aparat…
- Ray przestań się zachowywać w ten sposób! Ja jestem totalnie poważna! – Ryknęła na niego Michelle.
Jej chłopak zrobił smutną minkę i wypalił cicho „przepraszam”.
- Co ci się stało? – Zapytała Czart, która nadal ciężko dyszała po biegu – Zapomniałaś oddać książki w terminie? Nie martw się! Są ulgi… raz kiedyś zapo...- Oddech – Lucy!
Cała trójka spojrzała przed siebie. W ich kierunku szła Elektroda mając dosyć zadowoloną minkę razem z samym Bobbym Deangelo, który chyba najwidoczniej niósł jej kilka książek od eliksirów. Gdy doszli do grupki stojącej w drzwiach pierwszy odezwał się...
- o! Siema. - Powiedział radośnie Bobby i uniósł rękę w geście powitania.
- Hej. – Odpowiedziała nieśmiało Violette, po czym odmachała. Michelle z Ray’em natomiast stali jak wryci. Anima miała twarz poważną zamyśloną a na twarzy Rychasa malował się blady strach na tle niewinnego uśmiechu. Lucy wyszczerzyła ząbki w promienistym uśmiechu, po czym wypaliła…
- A wy po pogrzebie czy co z wami?
Michelle spojrzała z wyrzutem na Lucy natomiast Violette powoli starała się ogarnąć, co siedzi we wszystkich łbach…
Bobby odwrócił się do Elektrody
- To jeszcze raz przepraszam! Obiecuje, że zajmę się Tym… - puścił jej oczko – To do zobaczenia potem! – Pożegnał się, po czym podszedł do Raya i przyjacielsko objął go.
- A my musimy pogadać… - Powiedział Deangelo i ruszył z Rychasem przed siebie nie uwalniając go z uścisku ( przyjacielskiego). Dziewczyny natomiast zostały w drzwiach do biblioteki…
Anima spojrzała uważnie w stronę oddalających się chłopaków a po ich zniknięciu spojrzała na Elektrodę.
- Słuchaj, Lucy, ja wzięłam to na poważnie…- zaczęła Michelle – To, co z Violette powiedziałyście mi nad jeziorem.
- Ale, co dokładnie? – Elektroda zmarszczyła brwi
- To, że kręci się niedaleko nas jakiś zwolennik Sama Wiesz Kogo!
- Może pójdziemy się przejść, bo uważam, że to nienajlepsze miejsce na rozmowę… - zaproponowała Czart, która zauważyła, że Pani bibliotekarka spogląda na nie złowrogo
- Ej! Może to pani Pince?! – Zapytała ironicznie Lucy, na co z Violette zaczęły się śmiać. Michelle skrzywiła się tylko i ruszyła w przeciwnym kierunku od biblioteki razem z przyjaciółkami. Gdy doszły do damskiej toalety, i upewniły się, że nie ma tam nikogo, Anima zaczęła rozmowę:
- Lucy powinnaś bardziej uważać!
- Ja?! A to niby dlaczego?
- BO, to Ty jesteś obserwowana!
Elektroda zmarszczyła brwi i usiadła na jednym z parapetów.
- Podzielam zdanie Animy, że powinnaś na siebie uważać. – Violette kiwnęła głową i spojrzała pytająco na Lucy – A z resztą… Twój znak…
Elektroda spojrzała w dół, lecz po chwili powiedziała…
- Nic mi nie jest i nie będzie. Jeśli trzeba będzie to zabije GO!
Michelle z Czart wymieniły spojrzenia. Lucy najwyraźniej nie zrozumiała je dosłownie…
- A jeśli to będzie któryś z uczniów? – Zapyta Violette, na co jej przyjaciółka spojrzała na nią pytająco – Jeśli to będzie ktoś z nowych uczniów?
- A więc o to wam chodzi… - Elektroda się zaśmiała pod nosem – Chodzi o Bobby’ego, TAK?
- Nie koniecznie. – Odparła Michelle – Lecz nie jest on wykluczony. Nic o nim nie wiemy. Jest nowy, a przecież widziałyśmy go z Malfoy’em na Nokturnie. Nie zdziwię się jak coś knuł z Twoim kuzynem…
- Słuchaj. Nie mieszaj w to Malfoy’a OK? – Odparła szorstko Lucy
- No to co oni TAM robili? Chyba nie powiesz mi, że poszli sobie na zakupy! – Powiedziała ironicznie Michelle
- To, co oni tam robili to już nie Twoja sprawa!
- Nie moja tak? To JA, zdzieram sobie włosy z głowy i szukam Cię po całej szkole, by CI się nic nie stało, a TY mówisz, że to nie moja sprawa! To nasza sprawa! Jeśli chcesz żyć, musisz wiedzieć, że każda informacja jest TERAZ ważna! – Anima wzięła głęboki oddech – A szczególnie informacja mająca związek z Twoją rodziną!
- Ja nie każe Ci się o mnie martwic! Martw się lepiej o siebie! Nie jestem Twoim dzieckiem a Ty nie jesteś moją MATKĄ!
- ALE jestem TWOJĄ PRZYJACIÓŁKĄ! A Twoi JEDYNI opiekunowie są śmierciożercami!
- To dziwne, że nadal mnie nie przekazali Czarnemu Panu! Nie dziwi Cię to Michelle?!
- Bo ON i ONI wiedzą że jesteś bardzo silna i niebezpieczna!
- Więc jak sama widzisz nic mi nie grozi!
- Lucy, oni kogoś po Ciebie wysłali.
- Przecież wiem!
- Ale to na pewno nie jest żaden czysty szpieg. To na pewno jest osoba z Twojego bliskiego otoczenia! Ktoś, kogo byś w życiu o TO nie podejrzewała! Musisz uważać! Jeśli zaatakuje Cię niespodziewanie, nie dasz rady się obronić…!
- Teoretycznie da radę… - powiedziała Violette, która do tej pory przyglądała się kłótni z boku – I wiecie co… Dajmy spokój tym kłótnią. Powinnyśmy się wspierać w takiej chwili. Ja i Michelle bez względu na wszystko będziemy Cię mieć na oku. Po szpieguje trochę po szkole i może uda mi się wpaść na jakiś trop…
- Czart! Tu chodzi o nasze życie! Nie mamy czasu by bawić się w jakiś agentów! Nasze dni są policzone! – Krzyknęła Michelle – Musimy uważać na wszystko i wszystkich. Nie możemy nigdzie zostawać same ani rozmawiać z żadnymi nieznajomymi. Naszym zadaniem jest również pilnowanie siebie nawzajem. Myślę, że nie jest to trudne zadanie dla żadnej z nas. A co do Ciebie Lucy… mam naprawdę dziwne przeczucia, jeśli chodzi o…
- Bobby’ego? Jest on po prostu dziwnym zbiegiem okoliczności. To wszystko. - Lucy zrobiła poważną i stanowczą minę i spojrzała się na Anime – A może tu chodzi o Raya, co? W końcu jest w naszym towarzystwie MOCNO zakorzeniony i w końcu jest ślizgonem! A Ty w końcu rzucasz się na wszystkich ślizgonów!
Michelle spojrzała na przyjaciółkę złowrogo…
- Odwal się od Raya!
- A TY ode mnie! – Odpowiedziała stanowczo Lucy….
Cisza spowiła toaletą.
.
.
.
.
Wargi Animy zaczęły drgać...
- Jak chcesz… - Odpowiedziała, po czym odwróciła się napięcie i szybkim krokiem wyszła z toalety mocno zatrzaskując za sobą drzwi.
Zapadła niezręczna cisza. Elektroda wpatrywała się w drzwi a Violette tymczasem nie wiedziała czy zostać tutaj czy biec za Michelle.
Nagle ciszę przerwała Lucy nadal wpatrując się pustym wzrokiem w drzwi…
- Możesz iść…
Violette zrobiła zdziwioną minę...
- Co? – Zapytała
- Możesz iść za Water… - powtórzyła Lucy po czym dodała – Poradzę sobie sama…
Elektroda oparła się ręką o ściane i powoli zeszła z parapetu. Następnie ruszyła szybkim krokiem do drzwi przenikając przez nie…
Violette została sama.
Błądziła wzrokiem po toalecie, jakby szukała rozwiązania tego problemu… Aż jej wzrok nie padł na ścianę przy parapecie…
W miejscu gdzie przed chwilą opierała się ręka Lucy, było pełno krwi…
Ręka się zgadzała…
Czart serce zaczęło bić mocniej…
Wybiegła szybko na korytarz…
- LUCY! – krzyknęła….
komentarze [8] . 8
Title: "Czy ON jest....?"
Date: wtorek, 17 kwietnia 2007 . 18:59:29
Diary: Pogoda w ostatnich dniach poprawiła się nieco. Mimo że nie padało, niebo było nadal pochmurne. Dziewczęta umówiły się na spotkanie nad jeziorem, na błoniach Hogwartu. Lecz żeby nie martwic Michelle, Violette powiedziała, że to spotkanie jest tylko po to by poplotkować…
Pierwsze na miejsce dotarły Anima z Czart. W swoich mundurkach szkolnych przysiadły na trawie wypatrując Lucy, która właśnie w tym czasie powinna kończyć trening Quidditcha.
Po krótkiej chwili dało się już widzieć zarys jej postury ubranej w strój do gry z Nimbusem 2001 w prawej ręce. Twarz miała wyjątkowo poważną i groźnie łypała wzrokiem na bandę pierwszaków, którą minęła na ścieżce. Za nią natomiast cicho skradał się Diamond, któremu od czasu zniknięcia, Lucy nie pozwala odejść na krok.
- No nareszcie! – Zawołała do niej radośnie Michelle, lecz nie usłyszała odpowiedzi. Pałkarka podeszła do przyjaciółek i usiadła na dosyć dużym kamieniu naprzeciwko nich.
- A co on zrobił? – Zapytała Violette która zaglądając do myśli Lucy usłyszała tylko same krzyki pt. ”Jak on mógł to zrobić?! Ja tego nie rozumiem! Zniszczę go, zabije chyba! Jak on mógł?! Ahgr…”
Elektroda łypnęła na nią groźnie wzrokiem, po czym wstała, podniosła pierwszy lepszy kamień z ziemi i odbiła go pałką zręcznie na środek jeziora, powtarzając tę czynność, co chwilę.
- Chciałam przypomnieć, że ja nie potrafię czytać w myślach! – Oburzyła się Michelle…
- Lucy, co się stało? – Zapytała Violette nie dając za wygraną. Elektroda wyczaiła, że jej przyjaciółka zagląda do jej myśli, więc skupiła swoją uwagę na kamieniach, które odbijała w kierunku jeziora. Lecz po chwili przerwała swoją czynność i spojrzała z pode łba na Czart.
- Nie przyszłyśmy tu chyba o tym rozmawiać, CO? – Powiedziała groźnie Lucy, po czym znowu zaczęła odbijać kamyki do wody.
- No fakt… - Powiedziała Violette i zamyśliła się…
- Powiecie mi w końcu, o co chodzi?! Bo jestem trochę nie w temacie? Jeśli myślicie, że mam cały dzień wolny to się grubo mylicie! – Michelle już trochę puszczały nerwy, lecz gdy doszła w myślach, co, do czego okazało się jednak, że nie ma żadnych zajęć na dzisiejszy dzień. Miała nadzieje, że Czart tego nie wyczai.
- Musimy Ci coś powiedzieć… - zaczęła Violette – W czasie Halloween, gdy łaziłaś gdzieś ze swoją paczką, Lucy i ja…
- Spotkałyśmy śmierciożerców. – Skończyła Elektroda
Michelle zrobiła duże oczy i zrobiło jej się przykro, że dziewczyny nie poinformowały ją o tym wcześniej.
- Chciałyśmy Ci powiedzieć wcześniej, lecz ktoś najwidoczniej dodał eliksiru zapomnienia do naszych napoi. Dlatego, przez większość czasu nie pamiętałyśmy żadnych zdarzeń z tamtego dnia… - zaczęła tłumaczyć się Violette - Mamy nadzieje, że się na nas nie gniewasz…
- Ach rozumiem. Ale mówcie jaśniej… Co się działo w Hogsmeade? – Michelle robiła się niecierpliwa…
- Jak już Lucy mówiła spotkałyśmy śmierciożerców, którzy zaciągnęli nas w ciemną uliczkę…- Violette zawahała się – I przekazali nam że…
- Czarny pan, chce nasze moce. – Skończyła znowu za przyjaciółkę Elektroda, która nadal odbijała kamienie do jeziora
Michelle zrobiła się blada… Nie mogło jej to w ogóle przejść przez myśl.
- To… prawda? – Zapytała
Violette pokiwała głową…
Michelle serce zaczęło bić mocniej
- To dlatego nasi rodzice…- Anima przypomniała sobie smutne zdarzenia z przeszłości lecz natychmiast wyrzuciła je daleko, żeby nie okazać słabości przy swoich przyjaciółkach. Choć Michelle widziała po twarzy Violette, że ona również powędrowała do wspomnień. Nawet Lucy zaczęła mocniej odbijać kamienie do wody.
- Musimy uważać. – Przerwała w końcu niezręczną cisze Czart – Śmierciożercy ostrzegli nas że mają nas na oku. A szczególnie jedną z nas … - tu dziewczyna spojrzała na Lucy a zaraz za nią Anima.
W tym momencie czarny kij Elektrody pękł na dwie części, przez ostry kamień, który chciała odbić. Pałkarka spojrzała na dwa bezwartościowe kijki, po czym zamachnęła się w kierunku jeziora. Lecz zdziwienie pojawiło się na twarzy Lucy, gdy zauważyła, że jej jeszcze niedawno ulubiony kij pałkarski w dwóch częściach zawisnął w powietrzu nad ciemną taflą wody.
- Naprawie to. – Powiedziała Violette, po czym telekinezą przywołała dwa kijki do siebie i wyciągnęła różdżkę by to zreparować…
Lucy obróciła się napięcie i znowu usiadła na kamieniu.
- Ray Ci znowu dokuczał? – Zapytała w końcu Michelle
Elektroda spojrzała w dół, lecz nic nie mówiła…
- Mów Lucy, bo ja powiem za Ciebie… - odezwała się Czart podając pałkę jak nową przyjaciółce. Mały uśmiech zagościł na twarzy Elektordy, lecz szybko znikł zaraz potem.
- Tak naprawę, trening jeszcze trwa… - odezwała się w końcu Lucy
Dziewczyny zrobiły duże oczy i słuchały dalej uważnie.
Przyjaciółka już wstała by zacząć odbijać kamienie, lecz Violette odepchnęła je swoją mocą wszystkie na boki, zostawiając Lucy z jednym wielkim głazem, na którym siedziała.
Zrezygnowana zajęła z powrotem miejsce.
- Malfoy umieścił Bobby’ego Deangelo jako drugiego pałkarza…
- No to chyba poszło Ci to na rękę? – Zapytała ironicznie Violette i uniosła brwi.
- Nie wkurzaj mnie! – Odgryzła się Lucy…
Michelle uśmiechnęła się sama do siebie.
- Trening powinien zakończyć się 15 minut temu. Mówiłam o tym Malfoy’owi. On mi tylko odparł, „…dlatego umieściłem Bobby’ego na drugiego pałkarza! – A ja na to: ale dlaczego? – Malfoy: żeby mógł Cię łapać jak zasłabniesz!” I w tle zaraz śmiech. ZARAZ POTEM, pod naszymi nazwiskami, leciały takie żarty…, że w końcu…
- Nie mów tylko, że użyłaś…- przerwała jej Michelle
- NIE! – Odpowiedziała jej groźnie Lucy – Przywaliłam Ray’owi! I poszłam!
- A co Ci powiedział? – Anima nie była zdziwiona…
- Sama się go zapytasz…- odpowiedziała Lucy, po czym wstała i odwróciła się od przyjaciółek – Ja wracam do zamku, jestem zmęczona… - po czym ruszyła w stronę Hogwartu.
Violette oraz Michelle stwierdziły, że jest również pora by wracac, więc poszły szybko razem z Elektrodą do szkoły…
Przy kolacji Anima zajęła swoje standardowe miejsce między Ginny a Hermioną.
Wokół panowała miła atmosfera a w powietrzu unosiły się zapachy wielu potraw, co jeszcze bardziej sprawiało, że Michelle robiła się głodna.
Zapalona do jedzenia nastolatka wzięła sobie jedną ze słodziutkich bułeczek i zaczęła grubo ją smarować dżemem truskawkowym. Hermiona z Ginny popatrzyły na Anime ze łzami w oczach, bowiem one były na diecie i zajadały się tylko suchymi warzywami. Jedna z nich właśnie przełykała talerz brokuł a druga obgryzała kolbę kukurydzy. Michelle uśmiechnęła się sama do siebie i po złożeniu ‘smacznego’ swoim sąsiadką zabrała się do jedzenia.
Nagle przed nią pojawiła się postać Raya z całym czerwonym i podrapanym policzkiem.
- Smacznego… - powitał dziewczyny z uśmiechem na twarzy, na co Ginny wypluła brokuły, które przeżuwała i zaczęła się śmiać…
- Kto cię tak podrapał?! – zapytała przez śmiech Hermiona
- Lucy go tak podrapała…- odpowiedziała za Raya, Michelle – Ale na razie nie wiem, dlaczego? Mam nadzieje, że ktoś mi to wyjaśni…
Raichas zrobił minę zbitego psa…
- Ach. Bo wiesz, Malfoy przyjął Bobby’ego jako drugiego pałkarza w drużynie… Żeby Lucy łapał jeśli zechce jej się znowu mdleć… I tak trochę sobie pożartowałem… - zaczął Ray
- Trochę? – Ginny uniosła brwi
- No nie powiedziałabym, że trochę… - przyznała Michelle
- No, bo zauważyłem, że Lucy zawsze obraca się w okolicach Bobby’ego, więc pomyślałem, że ze sobą kręcą… Zapytałem w czasie treningu Grom, co robi dziś wieczorem, bo chciałem by mi pomogła z eliksirami, a ona na to, że jest z kimś umówiona, to zrobiłem duże oczy i zawołałem, dlaczego mi nie powiedziała, że się potajemnie spotyka z Deangelo i z Pansy zaczeliśmi się z niej nabijać, bo zrobiła się czerwona jak burak a ta na to mi przywaliła i powiedziała, że jak się zagoi to mi poprawi… - odpowiedział zrezygnowany Ray głaszcząc sobie obolały policzek
- Lucy z nim nie kręci. – Odpowiedziała szorstko Michelle
- Nie kryj jej! Wiem, że teraz są razem… - odpowiedział dumnie Ray
- Wątpię…
- To gdzie ona teraz jest? W końcu nie ma jej na stołówce.
- Jest w bibliotece z Violette…
- Słuchaj na serio jej nie kryj…
- Nie kryje!
- Ale zobacz… Bobby’ego też nie ma na stołówce.
- Pewnie jest gdzieś z Malfoy’em i Gorylami.
- Ale oni siedzą tutaj – Ray wskazał głową na stół ślizgonów…
Michelle spojrzała stronę tamtego stołu. Faktycznie wśród tamtej paczki brakowało Bobby’ego, Lucy no i oczywiście Raya który siedział tu.
- A wiesz gdzie poszedł ten Deangelo?! – Zapytała swojego chłopaka Anima
- Hm… mówił, że idzie do biblioteki…- Ray się zamyślił – MÓWIŁEM, ŻE SĄ RAZEM!
Harry z Ronem, siedzący nieopodal, obrócili się w stronę Raya i zawołali na raz:
- KTO?!
- Lu…- Ray już miał odpowiedzieć, gdy poczuł czyjąś rękę na swoich ustach.
- Zamknij się, bo z drugiej strony też będziesz miał czerwone ałko…- odpowiedziała Violette, która pojawiła się niespodziewanie za plecami Raya
- Co Ty tu robisz? Nie jesteś z Lucy?! – Zapytała zdziwiona Michelle
- Michelle, pożegnałam się z nią już z pół godziny temu. Musiałam udać się do szklarni… Lucy została jeszcze w bibliotece, bo musi poszukać materiałów na eliksiry…. Pewnie tam jeszcze siedzi… - Violette zamyśliła się - …widziałam też tam tego Deangelo. Ale Ty Ray zamknij się!
Raichas uśmiechnął się triumfalnie i wszyscy wokół wiedzieli, o co mu chodzi.
Ale Michelle się trochę wystraszyła…
„A jeśli…to on jest…” – ciemne myśli wstrząsnęły Animą która poderwała się z miejsca i ruszyła biegiem do biblioteki…
komentarze [0] . 0
Title: Za drzwiami skrzydła szpitalnego...
Date: piątek, 13 kwietnia 2007 . 20:56:14
Diary: Michelle spojrzała najpierw na jedną potem na drugą a potem na zegarek. Jeszcze raz na jedną… na drugą… zegarek…
- Ile to już? Pół godziny? Michelle dajmy spokój… SpaaaAAa - zieeew – mi się chce…
- Cicho Fred.
„….chraaap….chraaap….”
- Ty też Georgie…!
- Dlaczego się tak uparłaś żeby tu z nimi siedzieć. Mówię, że one już nie żyją. – Próbował przekonać nieugiętą, Michelle jej ( jeszcze przytomny) kuzyn…
A sama Anima tylko obrzuciła go piorunującym spojrzeniem.
- No spójrz, chociaż na tą czarną! Blada jak ściana…
- Ona ma na imię Violette…
- Myślisz, że pamiętam?! Tyle tych dziewczyn w moim słodkim życiu… Gdybym znał każdą z imienia…– Zamarzył się dumnie Fred
- A znasz, chociaż jedną? – Obudził się George…
- Ech… jest ich za wiele… - Nadal marzył sobie Fred…
- Czekaj…Ginny, Michelle, Hermiona. Hm. Chyba o żadnej nie zapomniałam? – Odpowiedziała ironicznie Czart, która już od około pięciu minut słuchała ich paplaniny…- Jak jeszcze raz powiesz na mnie czarna lub, że jestem blada to na twojej twarzy zawidnieje fioletowy siniak, który pozwoli Tobie na zawsze zapamiętać, że na imię mi V I O L E T T E!
Blady Fred podskoczył w miejscu…
Śmiech.
Michelle spojrzała w stronę, Lucy, która nadal najwidoczniej spała, po czym zasłoniła kotarkę nad jej łóżkiem…
- I jak się czujesz, Violette? CO się w ogóle z wami działo? – Zapytała zatroskana Michelle siadając na łóżku koło Georga, który nadal śmiał się z Freda…
- Ee…- Czart próbowała przypomnieć sobie wydarzenia z ostatniego dnia, jaki pamięta, po czym zrobiła duże oczy…Lekarstwo na pamięć zaczęło już działać… pamięta już wszystko… - Michelle?
- Tak?
- Ile dni my tu już leżymy?! – Zapytała wystraszona Violette
- Z dobrych siedem…
Chart zamyśliła się nerwowo…
- Czy wszystko w porządku? Powiesz mi, co wam jest w końcu? – Michelle przypatrzyła się Violette uważnie…
- Ah! Małe zatrucie! Heheh… - zakłopotała się Czart. Nie chciała nikomu nic mówić…
- Założę się, że od tego kremowego piwa z balu. Miałem po nim niezłe wymioty… dokładnie z dziesięć… - zaliczył się George
- HAH! Ja miałem dwanaście! – Przebił go Fred
- Ja miałem więcej! Tylko nie chciałem Ci przykrości robić…! Co Ty na piętnaście? – Znów przebił go George
- Może wyrzygałeś mózg przy okazji, co? – Fred już wstał z miejsca gotowy do walki…
Ktoś wszedł do Sali…
- Uwaga, bo porzygam się ponad szesnasty… - ostrzegł towarzystwo George przypatrując się Pansy i Malfoy’owi, którzy szli w stronę łóżka Lucy…
Obydwoje mieli dosyć poważne miny, choć Malfoy uśmiechnął się sam do siebie na widok części ‘rudej rodzinki’, po czym zmierzył całą grupkę z góry do dołu…
- Violette to ja przyjdę później… - powiedziała Michelle, po czym pożegnała się z przyjaciółką i ruszyła w kierunku wyjścia razem z bliźniakami.
Po wyjściu przyjaciółki, Violette spojrzała na Pansy. Ich złowrogie spojrzenia się spotkały. ‘Twarz Pansy rzeczywiście przypomina mi twarz mopsa’ – pomyślała sobie Violette i zasłoniła swoją kotarę nad łóżkiem.
Popołudnie było bardzo chłodne. Ciężkie krople deszczu głośno bębniły w szyby Hogwartu a wiatr wył niczym wilk do księżyca. Na dworze było dosyć ciemno a więc w szkole paliły się już świece oraz pochodnie.
- Lucy, proszę Cię wyjdź już z pod tej kołdry! – Błagała nieubłaganie Violette swoją przyjaciółkę. Po skończonych wizytach, Pani Pomfrey poinformowała dziewczyny, że mogą już wrócić do swoich dormitoriów, lecz są nadal zwolnione przez dwa następne dni z udziału w lekcjach. Po przebudzeniu nie tylko Violette przypomniała sobie zdarzenia z balu z okazji Halloween. Po udaniu się do Hogsmeade w swoich przebraniach każda z dziewczyn rozeszła się w swoją stronę. Michelle udała się do Miodowego Królestwa z Ray’em, Violette poszła straszyc razem z krukonkami a Lucy udała się z paczką ślizgonów na spacer. Lucy na swojej wycieczce poznała Bobby’ego Deangelo. Jest to chłopak z USA. Miał przenieść się do naszej szkoły w tym roku, lecz zatrzymały go jakieś sprawy, więc doszedł trochę później. Violette zarazem spotkała się z Patrickiem, z którym przeszli się na mały romantyczny spacerek po miasteczku. Michelle resztę wieczoru spędziła nie odłączając się od paczki gryfonów. Przed powrotem wszystkich do szkoły na uroczysty bal Violette i Lucy zostały zaciągnięte w ciemny zaułek w Hogsmeade gdzie ujrzały na własne oczy bandę śmierciożerców.
Przekazali oni dziewczyną mrożącą krew w żyłach wiadomość…
Dziewczyny lekko wystraszone postanowiły wrócić na zamek i porozmawiać o wszystkim z Michelle. Lecz w wejściu na salę balową rozproszyło je zaproszenie do tańca Lucy przez Bobby’ego a Violette przez Patrica. Resztę wieczoru zupełnie rozkojarzone spędziły na parkiecie ze swoimi sympatiami…
Lucy nie mogła sobie wybaczyć tego jak potraktowała Bobby’ego przy śniadaniu… Violette też się trochę martwiła czy np., gdy mdlała włosy nie zasłoniły jej twarzy i czy padało na nią odpowiednie światło…
- Spłonę ze wstydu jak go zobaczę… - Lucy była w stanie załamania nerwowego – Ja już płone! VIOLETE ZABIERZ TEN OGIEŃ!
- Wiem, że on Ci się podoba. – Odpowiedziała Violette z uśmiechem na twarzy
- Ta też wiem, kto Ci się podoba! – Wyskoczyła Lucy
Dziewczyny zaśmiały się, po czym Lucy nareszcie zeszła ze swojego łóżka w skrzydle szpitalnym i zabrała swoją torbę.
- Dobra, umówmy się tak – zaczęła Violette – Musimy się niepostrzeżenie wedrzeć do naszych dormitoriów do naszych sypialni…
- Tak. Ale co planujesz Czart? – Zapytała zaciekawiona Lucy
Dziewczyna ściszyła nieco głos…
- Po opuszczeniu skrzydła zrobisz nas niewidzialne. Odprowadzisz mnie do mojej sypialni a potem wrócisz do swojej. Pamiętaj! Małe zatrucie… A z Michelle pogadamy jutro. Co Ty na to?
- Ok! Jestem w pełni gotowa. – Odpowiedziała optymistycznie Elektroda i ruszyła z Violette do drzwi.
Gdy przekroczyły próg owych drzwi i już miały je zamykać, cofnęły się o krok napięcie w tył. Bowiem na korytarzu, po obu stronach, na ławkach siedzieli po lewej Malfoy, Crabbe, Goyle oraz Bobby – a po prawej, Cho, Michelle, Ray oraz Patrick.
Violette i Lucy spanikowały.
‘złap się mnie’ – syknęła w myślach Elektroda do Czart, a ta szybko wykonała jej polecenie.
Raz, dwa, trzy! I dziewczyny stały znowu przed drzwiami skrzydła szpitalnego, tyle że po drugiej stronie.
- Co Ty zrobiłaś? – Violette poczuła się trochę mdło
- Przełknij to… - odpowiedziała Lucy, bowiem nie chciałaby pani Pomfrey coś usłyszała…
- Cofnęłaś…?
- Tak! Ale teraz Ciiii! – Uciszyła przyjaciółkę, po czym zaczęła mówić szeptem – Oni stoją za drzwiami! Nie możemy tak po prostu wyjść… Zrobię nas niewidzialne teraz, po czym niepostrzeżenie wrócimy do swoich sypialni… ok.?
- Ale…- zaczęła Violette – dlaczego mamy ich unikać? Tam są też nasi przyjaciele…i… - rumieniec…
- Eh. Jesteś tego pewna? – Zapytała niepewnie Lucy
- JAK WYGLĄDAM? – Powiedziały dziewczyny na raz, po czym zaczęły się śmiać
- Dobrze!
- Wporzo!
- Oddech…
- Idziemy - powiedziała Lucy, po czym nacisnęła klamkę…
Michelle ujrzała swoje przyjaciółki wychodzące ze skrzydła, na co się ucieszyła, bo miała już dosyć monotonnych popołudni. Tym bardziej, że Ray wyraźnie miał dużo nauki, więc nie wpadał po Animę tak często jak tego by chciała…
- No i wyszły… - Ray nie mógł się powstrzymać od komentarzy – Pielęgniarka kazała nam tu, poczekac… Więc czekaliśmy…
Violette z Lucy uśmiechnęły się, spojrzały po sobie, po czym ruszyły przed siebie. Do Czart przyłączyła się grupka „Cho” , a do Lucy grupa ślizgonów. Jednak nie było tak źle jak się tego spodziewały. Patrick wyraźnie był zainteresowany opowieścią Raya o jego przygodach w Nowej Szkocji a Bobby miał dosyć poważną minę i trzymał się z boku grupki zapatrzony w dal…
komentarze [0] . 0
Title: xxx
Date: piątek, 2 marca 2007 . 16:20:36
Diary: Notka dodana z powodu pojawienia się komunikatu o porzuceniu bloga.
komentarze [1] . 1
Title: "Dlaczego nic nie pamiętam?!"
Date: poniedziałek, 11 grudnia 2006 . 21:28:37
Diary: [...]"BUM" cisza..."BUM" cisza..."BUM" - WSTAWAJ VIOLETTE! SZKODA WOLNEGO DNIA! - naginała Cho siedząca na
łóżku Czart i bijąc ją po głowie pierzastą poduchą. Gdy to nie pomogło Cho zaczęła telepać przyjaciółkę z całej siły i krzyczeć jej do ucha. Dziewczyna w końcu nie wytrzymała i poderwała się z łóżka, wyrwała Cho poduchę i walnęła w nią.
- Spać mi się chce....- rzuciła się z powrotem na łóżko – ledwo żywa
- Moja droga jest już po dziewiątej zaraz jedzenia zabraknie i będziesz głodna chodzić! - ostrzegnęła ją Marietta Edgecombe
- ...wiesz bobrze że tam jełenie się nigdy nie łończy... - odburknęła Violette z głową w poduszce
Dziewczęta wybuchnęły śmiechem....Cho wyrwała Czart poduszkę i odrzuciła ją na swoje łóżko
- My byłyśmy już na śniadaniu...Myślałyśmy że do nas dołączysz.Czekałyśmy długo...- odrzekła Padma - a zresztą...
- ..nie tylko my...- skończyła tajemniczo Cho
Śmiech
Wszystkie wiedziały o co chodzi.
- W ogóle za godzinę jest spotkanie - tu Cho zniżyła głos - Gd...My z Padmą i Mariettą idziemy teraz do biblioteki... A tu się ubieraj i złaź na dół na śniadanie. Spotkamy się w pokoju życzeń - uśmiechnęła się po czym wyszły...
- pa... - pożegnała się Violette i jak tylko dziewczyny wyszły przykryła się kołdrą i usnęła...
[...]- Lucy....LUCY! Obudź się no!
- cO?! - burknęła przez sen
Pansy była bardzo brutalna. Zrzuciła kołdrę Lucy na ziemię i otworzyła okno
- Jest 9 RANO! Zaraz jedzenia zabraknie!
- Wiesz dobrze że nie zabraknie...
- Eh. I tak jestem głodna! Budziłam Cię godzinę temu ale zaraz jak wyszłam uwaliłaś się spać znowu!
"ha ha hahaha..." w tle zaspany śmiech Lucy
- NIE! TERAZ N I E POZWOLE CI USNĄC! IDZIEMY NA ŚNIADANIE! - krzyknęła wkurzona Pansy
- No dobra już wstaje... zobacz siedzę na łóżku... o wstałam...- zieeew - CO SIE STAŁO Z MOJĄ TWARZĄ?! - krzyknęła Lucy gdy zobaczyła się w swoim małym zdobionym lusterku które stało przy łóżku.
- Nie zmyłaś makijażu dziewczyno...Siadaj pomogę Ci doprowadzić się do porządku... Zrobię też coś z Twoimi włosami... Jej ile ty lakieru naładowałaś?!
- Ała....
- Mogę upiąć Ci koczek?!?!?!?
- ...wszystko jedno - zieew - ma być ładnie - odrzekła Elektroda której i tak było dziś wszystko jedno...
Po półgodzinnej szarpaninie wyglądała już jak człowiek. Twarz miała na wyglądzie dziennym choć dziś nie użyła ciemnej pomadki...po prostu nawilżającą przezroczystą pomadkę...może trochę różu. Włosy miała upięte w schludny "ulubiony" koczek Pansy a jej gęsta grzywa opadała na czoło....jeszcze strój... Spojrzała na Pansy...
- Jest dziś zimno...- odrzekła przyjaciółka Lucy - chyba wyłączyli ogrzewanie.
- Nie... po prostu otworzyłaś okno...:]
- A! Faktycznie! Zapomniałam!
- Heh...
Lucy otworzyła szafkę z sweterkami i ubrała swój ulubiony szary z rękawami do łokci i z dekoltem w kształcie litery "V". Z Rękawów i dekoltu wystawały zakończenia "niby" koszuli w czerwone wisienki na szaro-zielonkawym tle, czyli zwykły kołnierzyk i mankiety sięgające do łokci podwinięte na sweterek. Ubrała też jeansowe spodnie " trzy/czwarte " dopasowane i do tego swoje ulubione dłuugie czarne trampki w szare czaszki. Żeby ukryć mroczny znak nałożyła 2 dłuugie szare, dopasowane do sweterka rękawiczki z "obciętymi" palcami(...)
- Długo jeszcze? ILEŻ MOŻNA SIĘ STROIC NA Ś N I A D A N I E?! - Pansy powoli traciła cierpliwość
- No już idę... widzisz skończyłam. Idziemy...
Gdy wyszły z sypialni i zeszły do dormitorium, nie zastały tam nikogo.
- Wszyscy są na śniadaniu lub na błoniach. Dziś jest wyjątkowo ciepło jak na jesień...- wyjaśniła Pansy która zobaczyła przerażone oczy przyjaciółki... Dziewczęta nie czekając na nic wyszły z dormitorium i ruszyły lochami do głównego holu by stamtąd udać się do wielkiej Sali.
Skręcając w jeden z ciemnych korytarzy usłyszały jak coś wielkiego biegnie w ich stronę, jakieś krzyki, chichoty...
- ZATRZYMAJCIE TO ZWIERZE! - krzyczała stara Umbridge z końca długiego lochu...
- LUMOS! - Pansy rozjaśniła drogę
Oczom dziewczyn ukazał się mały niuchacz uciekający przed nauczycielką z jej złotym zegarkiem w zębach.
- FERAVERTO! - krzyknęła Umbridge próbując zatrzymać zwierze ale zamiast wcelować w nie trafiła w posąg starego mędrca zamieniając go pył...
- FERAVERTO! - krzyknęła Lucy próbując pomoc i udało jej się trafić. Mały niuchacz zamienił się w idealną szklaną misę na środku której wylądował zegarek. Między czasie nauczycielka doczłapała do nich.
- Nieznośne obrzydliwe małe... futrzaki. 20 punktów dla Slytherinu za waszą pomoc!
Dziewczęta uśmiechnęły się same do siebie...
Umbridge podniosła szklaną misę i obejrzała ją uważnie.
- No no no moja droga jeszcze trochę a mianuję was jako...a może...- zamyśliła się - Zgłoście się do mnie po śniadaniu. Zabierzcie ze sobą jeszcze....- nauczycielka zaczęła grzebać w swojej różowej torebeczce chyba z pudla...- mam...- wyciągnęła małą karteczkę...- są tu zapisane nazwiska uczniów których macie zabrać ze sobą....Byłyście już na śniadaniu?!
- Ee... Właśnie tam zmierzałyśmy Pani profesor. - odpowiedziały razem dziewczyny
- No to smacznego i do zobaczenia - rzuciła miło profesorka i ruszyła szybko przed siebie. Gdy skręciła w inny korytarz i dziewczyny zostały same wybuchły śmiechem...
- Hahahah! Ale różowy tupecik - zaczęła Pansy
- Ciekawe czego może od nas chcieć?
- Też jestem ciekawa...
" brrr..."
- ej głodna jestem idziemy na śniadanie...
W końcu po chwili dziewczyny dotarły do wielkiej sali. Była tu raczej większość uczniów bo ciężko było upatrzec wolne miejsca... Dopiero Lucy zauważyła machającego Ray'a który zajął im 2 miejsca. Jedno koło niego a drugie z reszta trzymał Draco po drugiej stronie stołu.Gdy Lucy zajęła miejsce rozejrzała się dookoła szukając osób z listy. Znalazła Malfoya, Crabba, Goyla, Pansy - wiadomo, Millicenta Bulstrode, Warringtona, Montague...praktycznie wszyscy siedzieli niedaleko niej.
- Co to za lista śpiochu? Są na niej ludzie którzy Ci się śnili? Bawisz się we wróżkę?! - zapytał ironicznie Ray z ustami wypełnionymi płatkami
- To jest lista od Umbridge. Po śniadaniu mam ich wszystkich zgarnąć ze sobą i mamy się do niej udaac...- odrzekła Lucy
- Łohoh a po co? - zapytał Malfoy
- Nie wiem gadała coś...o jakimś mianowaniu... nie pytałam o co jej chodzi...
- Hm. Zaczyna mi się podobać... pokaż te listę. - rzucił jej kuzynek
- Ale jeszcze nie skończyłam jej czytać... - tłumaczyła się Lucy
- Ale tylko rzucę okiem ...oddam CI zaraz no!
- ...no masz....
- Ej a ja jestem na tej liście? - zapytał Ray próbując coś przeczytać ale coś mu nie wychodziło....
- Oj stary nie ma Cie. Heh...
- Trudno się mówi - Ray wyraźnie się nie przejął i podjął rozmowę z jakimś kolesiem...
Lucy uniosła brwi. Był to ten sam koleś co pałętał się na Nokturnie z jego kuzynem i Gorylami.
- Bobby! Też jesteś na magicznej liście Umbridge! - zawołał Malfoy
- No gratuluje! - pogratulowała mu Pansy
- Haha... czuje się wyróżniony - zaśmiał się właśnie TEN SAM chłopak co gadał z Rayem!
Draco zaczął robić głupkowate miny i się wypinać z czego chłopacy mieli niezły ubaw.
Lucy tym czasem nie spuszczała z Bobbiego oczu. Dlaczego ona go nie znała... była wyraźnie wkurzona.Olewając innych zrobiła sobie kanapkę z twarożkiem śmietankowym, nałożyła sobie plasterek pomidora i zabrała się za jedzenia. Luknęła jeszcze raz na Bobbiego. On akurat w tym czasie śmiejąc się lukał na Lucy... i szybko się uspokoił gdy zobaczył że ta mierzy go zimnym spojrzeniem...
- O! Cześć Lucy! Nie widziałem jak przyszłaś... Jak wrażenia po wczorajszym balu? - zapytał Bobby...
"balu....balu....balu...balu...." - te słowa wirowały w głowie Lucy....
- Jakim balu? - odrzekła głupio Lucy
Chłopak zrobił minę zbitego psa.
- Jak to? jakim balu?! Wczoraj był bal z okazji Halloween dziewczyno! - zaśmiał sie Ray
Lucy to nie śmieszyło... nic nie pamiętała....
- Nie przypominam sobie - odpowiedziała zimno Lucy ochładzając totalnie atmosferę....
- Mówiłam że to kremowe piwo Ci zaszkodzi! - zawołała Pansy - przeholowałaś wczoraj...Heh...^^'
Lucy zrobiła głupią minę... Jak to możliwe by po wypiciu kremowego piwa nie pamiętała wydarzeń z całego dnia...
Wszyscy zamilkli skupiając uwagę na Elektrodzie...
'Co ja wyrabiałam ?! BAL?! co się działo?! dlaczego nie znam tego chłopaka?! o co tu chodzi?!" - myśli wirowały w głowie Lucy.
Miała tego dosyć...Podniosła się z miejsca....
- Chyba WAM to kremowe piwo zaszkodziło ! Czy ja wyglądaam na.....- Lucy urwała...zawirowało jej się w głowie... ciemność...straciła przytomność.
- VIOLETTE!!!!
- co?!
- WSTAWAJ! SPOTKANIE GD ZA 15 MINUT! WIEDZIAŁAM ŻE NIE WSTANIESZ!
- zieeew
Czart podniosła się leniwie siadając po turecku na łóżku. Ujrzała stojącą nad nią Cho z miską owoców i jednym tostem z dżemem truskawkowym.
- O dzięki za śniadanie! Daj.... - Violette wyciągnęła leniwie rękę ale przyjaciółka odeszła z jedzeniem i odstawiła je na swój nocny stolik - Ej... głodna jestem no!
- Pierw się ubierz i uczesz....
Czart sie skrzywiła
- No dobra...
Dziewczyna leniwie podniosła się z łóżka i zawahała się. Czuła się jakaś osłabiona. Podeszła do szafki z ciuszkami.Nie miała dziś na nic ochoty. Wybrała nowy materiałowy, fioletowy golf z długim rękawem. Na plecach namalowany był pędzący śnieżny wilk na tle księżyca ozdobionego cekinami. Księżyc był zaczarowany. Miał on takie fazy jakie miał tak naprawdę w rzeczywistości. Teraz akurat była pełnia. Violette wybrała też czarne spodnie trzy/czwarte i nałożyła do tego swoje czarne lekko długie skórzane butki które akurat nachodziły na spodnie. Włosy rozczesała i zostawiła rozpuszczone. Na swojej szafce nocnej kątem oka dostrzegła ładną błyszczącą spinkę w odcieniach jej oczu.
- Co to za spinka?! - zapytała
- Nie pamiętasz? Dał Ci ją wczoraj Patrick na balu...Dał... on Ci ją wpiął we włosy. Wiesz jak uroczo wyglądaliście?!
- Bal? ŻE CO?!
- No jak tańczyliście wolnego ...
Violette wydała z siebie zaduszony krzyk...
- Dlaczego ja tego nie pamiętam?!
- Czego? Balu Halloween?
"jaki bal?! CO się działo?! dlaczego nic nie mogę sobie przypomnieć?!" myśli Czart wirowały jak szalone
- Violette? Wszystko w porządku? Jakaś blada jesteś.... masz jedz... dobrze Ci zrobi - Cho podała przyjaciółce miskę z jedzeniem.
- Jest Ok.... Choć biegnijmy na spotkanie GD zjem po drodze...- zaproponowała
- No ok.
Violette chwyciła tosta w rękę i z Cho ruszyły biegiem z dormitorium przez hol zmierzając na piętro do pokoju życzeń.
- Czekaj musze złapać oddech! - zawołała z daleka Czart która nie nadążała za przyjaciółką...
Czuła się jakoś słabo...
Zobaczyła w oddali jak za zakrętu wyłania się Patrick. Jakoś dziwnie przekręciło się jej w żołądku...
- Idziemy? - zawołała Cho...
- Cho... ja chyba.... słabo mi... - Violette traciła równowagę.... obraz w jej oczach zaczął się zamazywać.... widziała tylko że postać Patricka podbiega do niej razem z Cho.... wypuściła z ręki tosta... zakręciło jej się w głowie... nic nie widziała... ciemność.
Violette obudziła się w skrzydle szpitalnym na odizolowanym łóżku na około którego zawieszona była biała kotara... Było jej dziwnie niedobrze i czuła się słaba... Usiadła na łóżku...Przetarła oczy...Dookoła panowała cisza...Jakieś kroki....
- o Dzień dobry kwiatuszku! - powitała ją optymistycznie Madam Poppy Pomfrey niosąc tackę z jakimiś ohydnie wyglądającymi eliksirami - kładź się spowrotem lepiej! Jesteś osłabiona nie możesz teraz się przemęczać! Posiedzisz tu ładne kilka dni
- Dzień dobry... co tak się właściwie stało? - zapytała Violette
- Zemdlałaś nam w holu. Dobrze w pobliżu był Twój kolega... gdyby Cie nie złapał na czas byłabyś nieźle potłuczona...
- ...nic nie pamiętam...
- Wiem moje drogie dziecko. Ktoś musiał podać Ci Miksturę Pomieszania lub Eliksir Zapomnienia. Popijając to wczoraj kremowym piwem na balu spowodowałaś poważne otrucie. Przytrzymam Cię tu przez kilka dni tak samo jak Twoją równieśniczkę której dolega to samo. Musisz teraz wypić kilka bardzo ohydnych napojów...m.in. Wywar Wzmacniający by wróciły Ci siły.Masz tu też kanapki na śniadanie bo słyszałam że nic nie jadłaś. Sama doprowadziłaś się to tego stanu...eh... a teraz pij!
Pielęgniarka podała Czart ohydny eliksir... ta nie czekając na nic wypiła go z totalnym obrzydzeniem i zaraz szybko dogryzła kanapką...
- fe...
- Wiem że fe. To nie ma być dobre ale ma być skuteczne a teraz połóż się i odpocznij trochę.
- A! Mam pytanie....
- Tak słucham?
- Co to za moja rówieśniczka leży tu na to samo? - zapytała z ciekawością Violette
- Niejaka Panna Lucy Vaness Grom ze Slytherinu. Zemdlała na stołówce. Spowodowała niemałe zamieszanie...Przyniósł ją tu też jakiś chłopak a zaraz zanim wbiegła tu cała zgraja uczniów. Między czasie przynieśli Ciebie więc miałam niemałe zamieszanie...A Teraz śpij!
- Pani Pomfrey?
- Tak?
- Mogę z nią porozmawiać?!
- Jasne... skąd ja wiedziałam by położyć was koło siebie? - odrzekła pielęgniarka z ironicznym uśmiechem i odsłoniła prawą
kotarę ukazując śpiącą Lucy zaraz obok na łóżku. Naokoło niej też była zasłona ale odsłonięta z lewej strony.
Dawało to fajny efekt małego pokoiku...
- Jak się obudzi dobrze?
- Dobrze...
- Dobranoc!
Violette nie zostało nic innego jak też pospać...Ciekawe co robiła teraz Michelle... nie widziała jej od rana...
cdn
komentarze [3] . 3
Title: ***
Date: poniedziałek, 20 listopada 2006 . 17:01:27
Diary: chwilowy brak weny... taka dluga ta chwila
Anima
komentarze [1] . 1
Title: Noc Duchów
Date: niedziela, 24 września 2006 . 10:18:57
Diary: Sobotni ranek był pochmurny .Wiatr wiał nieubłagalnie a mróz nadchodzącej zimy dawał się ostro we znaki . Michelle przeciągnęła się leniwie na swoim łóżku. Pogłaskała Ragdolla który leżał jej w nogach. Wstała niechętnie i zaczęła się ubierać. Kuguchar przyglądał jej się przez jakiś czas, chwilę potem zwinął się w kłębek i poszedł spać. Dziewczyna ubrała się i zeszła na śniadanie.
-Hej Michelle! – Violette przywitała się z przyjaciółką przed wejściem do Wielkiej Sali.
-Cześć – Michelle uśmiechnęła się do Czart. Dziewczyny usiadły na swoich miejscach. Lucy ze stołu ślizgonów pomachała na przywitanie swoim przyjaciółką. Stoły nie były jeszcze nakryte, choć o tej porze wszyscy zwykle już jedli.
- Drodzy uczniowie!- nagle przemówił Dumbledor – jak pewnie już widzieliście na tablicach ogłoszeń zostało powieszone ogłoszenie informujące o zbliżającej się, Nocy Duchów – w sali dało się słyszeć pomrukiwania i szepty. Michelle spojrzała zezem na siedzącego przed nią Rona.
-Taak? To takie ogłoszenie wisiało na tablicy?
-Sprawdzałam ją dziś rano. Nic takiego nie wsiało. - Hermiona odpowiedziała na pytanie Animy.
- No więc jak już mówiłem.. Za trzy dni o godzinie 20, wszyscy chętni uczniowie udadzą się do Hogsmade zbierać cukierki. Będziecie mieć do dyspozycji pare godzin a następnie wszyscy uczniowie wrócą do szkoły na uroczysty bal. Rozpocznie się on o północy i będzie trwał do białego rana. Z tego też powodu lekcji w poniedziałek i wtorek nie będzie. – gdy wymówił ostatnie zdanie cała sala wybuchła gromkimi brawami. – Dzisiaj co dwie godziny, począwszy od 12, prof. McGonagall będzie was odprowadzać do Hogsmade. Będziecie mogli kupić stroje na bal. Nie możecie wychodzić ze szkoły sami, a opuszczenie Hogsmade będzie karane. Z resztą, znacie regulamin. A teraz, wsuwajcie!
-A ty Michelle, jak będziesz przebrana? – dziewczyny po śniadaniu spotkały się na błoniach żeby pogadać.
-Jeszcze nie wiem. Nie miałam za bardzo czasu żeby się zastanowić. A wy?
-Ja..- zaczęła Lucy – ubiorę się oryginalnie. Nikt nie będzie miał takiego stroju co ja.
-Hm.. Ja się nie będę przebierać. Ubiorę jakieś ciemne ubrania i to wystarczy. – powiedziała Violette, najwyraźniej zadowolona ze swojego pomysłu.
-No ok. To na którą idziemy do Hogsmade?
-Myślę że o… 12. Co prawda o tej porze będzie najwięcej ludzi, ale jak się pospieszymy to może zgarniemy jakieś fajne stroje.
Dziewczyny miały jeszcze godzinę do wyjścia, postanowiły zając się zadaniami domowymi na środę.
O 11:30 Lucy, Michelle i Violette spotkały się na błoniach czekając na prof. McGonagall która miała ich zaprowadzić do miasteczka. Słyszały jak inni uczniowie rozmawiają o przyszłych strojach, dodatkach i osobach, z którymi pójdą na bal.
- Michelle pewnie pójdziesz z Ray’em, nie? - zapytała z uśmieszkiem Violette
- Jeszcze nie wiem. Może pokręcę się z nim w Hogsmade.
- Ja chyba pójdę sama. – przyznała Lucy
- O! To może pójdziemy razem?
- To świetny pomysł, Violette! – przyznała Michelle – no więc pójdziemy razem.
Pół godziny minęło bardzo szybko, i wkrótce pojawiła się McGonagall. Zaprowadziła sporą grupkę uczniów do Hogsmade. Nauczycielka zostawiła ich w miasteczku; wszyscy się rozeszli w swoje strony. Anima, Czart i Elektroda przechadzały się po mieście, chłód jednak zagonił je do Trzech Mioteł. Kupiły sobie po kremowym piwie i usiadły przy stoliku. Do baru wpadli Fred i George.
-Siema laski! – zawołali razem przysiadając się do Michelle, Violette i Lucy. – Co tam? Macie już jakieś pomysły co do waszych strojów?
-No jasne. A wy? Pewnie odstawicie jakiś niezły numer na balu. - zapytała Anima
-W tym roku dajemy sobie spokój… Niech Umbridge pomyśli sobie że nad wszystkim panuje. Ale potem… Nie damy jej żyć!
-Co planujecie? – Michelle przymrużyła oczy podejrzliwie
-Kochana kuzyneczko… Myślisz że wyjawimy ci nasz świetny plan? Dowiesz się w swoim czasie - Michelle spojrzała na nich z ukosa
-Mam nadzieje że nie wysadzicie szkoły – zażartowała Violette
-No.. na pewno nie całą, ale kto wie.. – Fred spojrzał na Michelle – Nie no żartuje sobie. Szkoła będzie stała. Ale zmieńmy temat. To kupiłyście te stroje?
-Nie.. Tu jest bardzo małe … zróżnicowanie strojowe – powiedziała Violette. George przywołał ruchem ręki do siebie Lucy, Michelle i Violette.
-Proponuję żebyście udały się na Pokątną – Fred mówił szeptem – tam jest taki wybór kostiumów że nie da się wszystkich zobaczyć.
-Ale to nielegalne! – oburzyła się Violette.
-Przypominasz mi Hermione, Violette. Ale – Fred wzruszył ramionami – jak chcecie. Możecie być ubrane jak połowa tej szkoły. Na razie dziewczyny – Fred dopił piwo Michelle i razem z Georgem wyszli z Trzech Mioteł.
-Wybijcie to sobie z głowy! – Violette spojrzała na przyjaciółki, które zastanawiały się nad słowami Weasley’ów.
-No ale Czart. Chcesz ubrać się tak jak połowa szkoły?- Michelle pokręciła głową.
-Co prawda nie przepadam za tymi bliźniakami, ale tym razem muszę się z nimi zgodzić. Jestem za – tu ściszyła głos – żeby udać się na Pokątną. – w tym momencie spojrzała na Violette.
-Nie, nie, nie! – Violette uporczywie obstawiała przy swoim.
-Violette…- Michelle i Lucy spojrzały na Violette wielkimi oczyma, w których zbierały się wymuszane łzy.
-… Dobra! Dobra. Ale jak nas złapią mówcie że byłam pod działaniem Imperiusa. – Michelle i Lucy uśmiechnęły się do siebie.
-To jak się tam dostaniemy? – zapytała Lucy
-Myślę że…- Michelle zastanowiła się chwilkę- przez Pokój Życzeń.
Dziewczyny krążyły pod ścianą myśląc o Pokątnej. Nagle Lucy zobaczyła kawałek dalej drzwi, na które wcześniej nie zwróciła uwagi. Podeszła do nich i nacisnęła na klamkę. Drzwi zaskrzypiały przeraźliwie. Michelle obróciła się w stronę przyjaciółki; podeszła do niej żeby sprawdzić czy owe drzwi, są tymi których szukają. Elektroda popchnęła je. Wszystkie trzy wkroczyły do jakiejś ciemnej uliczki. Rozejrzały się wokoło zastanawiając czy na pewno trafiły tam gdzie chciały. Poszły pare kroków przed siebie skręcając na ruchliwą ulicę. Tak. Były na Pokątnej. Wymijając wielu czarodzieji i czarownic oglądały wystawy sklepów, z nadzieją, że coś je zainteresuje. Nagle na końcu ulicy zobaczyły wielką postać Hagrida. Dziewczyny wystraszyły się widząc gajowego idącego w ich stronę i wbiegły do sklepu „Szaty na wszystkie okazje Madame Malkin”. Czekały aż Hagrid go minie. Michelle rozejrzała się po budynku i dokonała wspaniałego odkrycia. Po chwili jej przyjaciółki doszły do takiego samego wniosku co Anima – trafiły do sklepu z najróżniejszymi strojami, począwszy od zwykłych szat szkolnych, na pięknych strojach wieczorowych skończywszy.
-Wyjdź Michelle z tej przebieralni! Chcemy cię zobaczyć! – dziewczyny godzinami przymierzały najróżniejsze kostiumy. Madame Malkin najwidoczniej zadowolona co chwila przynosiła nowe, coraz to ciekawsze stroje. Anima wyszła z przebieralni. Miała na sobie czarną miniówę, koszulę z długimi postrzępionymi na końcach, rozszerzanymi rękawami a na plecach wielkie czarne skrzydła anielskie.
-Wyglądasz oszałamiająco!- wykrzyknęła Lucy. Michelle obróciła się kilka razy, demonstrując się z gracją. – Powinnaś go kupić!
-Tak też właśnie myślę – Anima wyraźnie zadowolona z reakcji Lucy, największej znawczyni mody w szkole, postanowiła kupić to, co właśnie miała na sobie.
Po kolejnej godzinie szukania strojów Lucy i Violette znalazły coś dla siebie. Czart kupiła czarne ciuchy ( jak to planowała ) czyli m.in. bluzkę, spódniczkę, buty i pelerynę. Jedyne co miało inny kolor niż czarny były to rajstopy na których widniały białe pasy. Lucy natomiast wyszukała strój „zmarłej” pałkarki z obrzydliwie samo krwawiącym tłuczkiem. Dziewczyny poszły w stronę drzwi, cofnęły się jednak gdy zobaczyły idących przez drogę Malfoy’a, Craba, Goyla, i jeszcze jednego ślizgona. Ani Lucy, ani Michelle, ani Violette nie wiedziały kim jest ten tajemniczy „ktoś” kto towarzyszył Malfoy’owi. Zaczekały aż chłopcy odejdą kawałek, po czym wyszły ostrożnie ze sklepu i poszły za nimi. Ślizgoni skręcili w trzecią uliczkę. Dziewczyny minęły zakręt i spojrzały dokąd udają się ich koledzy, jednak nikogo już tam nie było.
-Zniknęli? Nie.. To nie możliwe. Hmm…– Violette starała się znaleźć logiczne wyjaśnienie zniknięcia chłopaków lecz chwilowo nic jej nie przychodziło do głowy.
-Poszukajmy ich. Nie mogli daleko pójść. – Zaproponowała Michelle na co reszta przytaknęła.
Po jakimś czasie poszukiwań na ulicy Pokątnej, dziewczęta zorientowały się że chłopcy pewnie poszli na Nokturna. Elektroda chwyciła przyjaciółki za ręce i cała trójka momentalnie zniknęła.
Dziewczyny szukały uciekinierów na Nokturnie, gdy w końcu dostrzegły ich w sklepie „Borgina i Burkesa”. Stał tam Malfoy ze swoimi kolegami. Rozmawiali z jakimiś ludźmi. Dziewczyny wślizgnęły się do sklepu ale niestety usłyszały końcówkę rozmowy.
-Bądźcie ostrożni. Nikt nie może się o tym dowiedzieć – ostrzegał Malfoy tajemniczych zakapturzonych mężczyzn – I nic nie spaprajcie!
Tajemniczy nieznajomy ślizgon obrzucił zakapturzonych ostrzegawczym spojrzeniem po czym wyszli ze sklepu. Michelle, Czart i Lucy wyszły za nimi.
Draco wyciągnął z kieszeni pelerynę niewidkę i narzucił ją na siebie i kolegów.
-A więc to tu zniknęła peleryna Harry’ego - Michelle przypomniała sobie, że Harry wspominał jej że zgubił pelerynę i pytał czy jej nie widziała.
-No nieźle…Teraz ich zgubimy. Michelle, nie możesz ich wypatrzyć? – zapytała Lucy z nadzieją.
-Niestety, peleryna niewidka jest z magicznego materiału przez który nie mogę ich zobaczyć.
-Dokładnie, to są one ze skóry Demimozów, spotykanych wyłącznie na Dalekim Wschodzie…
-Dobra Violette, mniejsza z tym z czego je się dokładnie robi. Myślę że nie powinnyśmy marnować kolejnych paru godzin na szukanie Malfoy’a. Wracajmy do Hogwartu. – zaproponowała Lucy.
Tak też zrobiły. Wróciły do ciemnej uliczki, do której Pokój Życzeń przeniósł je na początku. Lucy na wszelki wypadek postanowiła nie odmieniać się w widzialną aż znajdą się w szkole. Dobrze też że tak się stało bo gdy już doszły do drzwi Violette zahaczyła o coś i dziwnym zbiegiem okoliczności była to peleryna niewidka pod którą siedzieli skuleni Ślizgoni. Zdenerwowany Malfoy rozejrzał się gorączkowo i szybko zabrał pelerynę po którą Czart już się schylała…
Poniedziałkowy ranek minął dziewczyną bardzo szybko. Spędziły go na przygotowywaniu swoich strojów. Lucy i Violette były bardzo zadowolone ze swoich kreacji, Michelle jednak, sądziła że czegoś jej brakuje.
-Jak myślicie, co z nim jest nie tak? – Michelle po raz setny pytała się o to przyjaciółek, krążąc po salonie Gryffiondoru.
-Wszystko jest w najlepszym porządku – Lucy starała się wmówić to Animie, lecz i ona była takiego samego zdania. Rozmyślały tak pare godzin. Violette końcu znudzona poszła po jakąś książkę, usiadła przed kominkiem i zaczytała się w swojej lekturze. Ze schodów do sypialni chłopców zbiegli Fred i George w strojach dementorów.
-Siemanko. O! Widzę że byłyście..- Fred ugryzł się w język gdy zobaczył minę Michelle
-Coś mi się zdaje kuzynko, że twój strój.. nie jest do końca wykończony. – powiedział George.
-Nie jest wykończony? To znaczy jak „wykończony”?- dopytywała się Anima, z nadzieją że kuzyni podrzucą jej jakiś fajny pomysł.
-No wiesz…-zaczął Fred – Myślę że twoje skrzydła… są nienaturalne…takie sztuczne…powinny być częścią ciebie…takie żywsze…co nie?
Michelle uśmiechnęła się szeroko
-Tak! Macie rację! Tylko jak to zrobić? – zapytała Anima, chociaż i tak wiedziała że bliźniacy mają jakieś sztuczki, które mogły by ożywić jej skrzydła.
-Już my się tym zajmiemy.
Fred i George pare godzin eksperymentowali ze skrzydłami Michelle. W końcu jednak udało im się przymocować jej je, tak, by mogła nimi swobodnie poruszać.
-Dzięki! Jesteście wielcy! – Michelle pomachała skrzydłami
-Heh. Nie ma sprawy. Teraz lećcie do Hogsmade. Zostało wam 10 minut. – powiedział zadowolony ze swojej roboty George.
-A wy nie idziecie? – zapytała Violette
-Pójdziemy, ale zaraz. Czekamy jeszcze na Lee. - odparł Fred wzruszając ramionami.
Dziewczyny wspólnie wyszły z dormitorium Gryffindoru. Gdy były już w połowie drogi nagle Violette pisnęła i uniosła rękę zatykając sobie usta tłumacząc w tym geście że..
- Zapomniałam peleryny! Chyba zostawiłam ją w pokoju wspólnym gdy pomagałam Cho przypinać pudełko ozdóbek do jej stroju cyganki… Poczekacie sekundkę?! – zapytała przyjaciółki
- Spoko!
- Jasne! Biegnij! – odparły dziewczęta
Bieg to za mało powiedziane – Violette puściła się sprintem po swoją pelerynkę. W mgnieniu oka zniknęła za zakrętem korytarza lecz zaraz z niego wybiegł Ray w świetnym kostiumie Draculi. Lucy zrobiła minę zbitego psa a Michelle widocznie zadowolona przywitała się „ciepło” ze swoim chłopakiem uważając by nie usmarować go swoim makijażem.
- Siema laski! – powitał ich entuzjastycznie jeszcze raz po przywitaniu Animy
- Ray świetny strój! ^^ – dopingowała go Michelle – prawda Lucy?!
- Ta super, extra cool! – nie starała się zaprzeczać
- Dzięki! – Ray widocznie ucieszył się bardzo na te słowa bo jego wielki uśmiech powiększył się do niesamowitych rozmiarów – Lucy zostawiłaś swój tłuczek i pałkę w pokoju wspólnym…
- Serio? – spytała głupio Lucy lecz gdy zauważyła że faktycznie nie ma tego przy sobie stwierdziła że wyszła na idiotkę – No… racja – przyznała w końcu.
- Więc… nie pójdziesz po niego? – zapytał z jeszcze szerszym uśmiechem Ray na co Elektroda wiedziała, że chce zostać jak najszybciej z Michelle sam na sam.
- To ja … zaraz wrócę! – dodała i też sprintem puściła się w kierunku lochów.
W końcu Ray został z Michelle sam na sam gdzie w między czasie mijały ich grupki rozchichotanych uczniów zmierzających do Hogsmade.
W między czasie Violette ledwo żywa dobiegła do wielkiego uzbrojonego rycerza na 5 piętrze który otwierał wejście do dormitorium krukonów.
- Granatowe korale! – wydusiła.
Rycerz nagle odsunął się i ukazał wielkie przejście. Dziewczyna bez wahania wpadła do pokoju lecz nie zdążyła wyhamować przed biegnącym prosto na nią chłopakiem. On chyba też jej nie zauważył i wpadli prosto na siebie. Violette poczuła jak ślizgiem spada na podłogę. Chłopakowi się chyba bardziej poszczęściło po żwawo podparł się ręką i spadł tylko na kolana. Czart przewróciła się na plecy i podparła rękoma by widzieć ów głupca który doprowadził do takiego wypadku.
- Uważaj jak…- już zaczynała Violette, gdy chłopak stanął przed nią i wyciągnął rękę ofiarując pomoc. Dziewczynie aż serce stanęło gdy rozpoznała kto to był. Był to Patrick Brangley z 6 klasy jeden ze ścigających w drużynie krukonów. Był przebrany za diabła z czerwonymi różkami i ogonem dlatego go nie rozpoznała. Był to wysoki przystojny brunet o głęboko zniewalających brązowych oczach. Czart znała go z treningów quidditcha i zauważyła że ostatnio Patrick bardziej skupia na niej uwagę niż na kaflu.
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i podała rękę chłopakowi.
- Przepraszam ja… nie chciałam bo ja się śpieszyłam… bo…- zaczęła się tłumaczyć, gdy już stanęła na obu nogach.
- To nie Twoja wina. Raczej moja! Powinienem bardziej uważać żeby nie wpadać na tak piękne dziewczyny. – uśmiechnął się ciepło na co Czart spaliła buraka - Nic Ci się nie stało? – zapytał.
- Nie, nie! Wszystko w porządku a Tobie? – zapytała próbując podtrzymać rozmowę bojąc się najgorszego…
- Wszystko ok. – puścił jej oczko – Słuchaj… dziś jest ten bal… fajnie, nie? – zakłopotał się Patrick gdy Violette utkwiła wzrok w podłodze…
- Ta – odparła
- No… z kim się wybierasz?
- Ja… sama… W prawdzie nikt mnie nie zaprosił – wzruszyła ramionami, bo wiedziała, że on i tak zaraz ją zaprosi.
- To może… Wybierzesz się ze mną? – zapytał w końcu.
Wszystkie dziewczęta marzyłyby, by pójść z Patrickiem na bal. On mógł wybrać k a ż d ą! A jednak padło na Violette. Ta uradowana nie mogła nic wydukać więc roześmiała się. Chłopak chyba uznał to za zgodę więc też się roześmiał lecz gdy spojrzał na zegarek zmarszczył czoło i uśmiechnął się do Violette mówiąc:
- Przepraszam jeszcze raz. Teraz już musze uciekać bo czekają na mnie… - wskazał na drzwi – więc do zobaczenia!
- Do zobaczenia! – pożegnali się i Patrick wybiegł z pokoju Ravenclawu.
Violette ledwo czuła jak stoi na nogach.
- Słyszałam wszystko! – szepnęła Cho wynurzając się zza fotela z uśmieszkiem.
Violette obróciła się napięcie i spojrzała, udając złowrogą, na przyjaciółkę na co obie wybuchnęły śmiechem. Cho wręczyła Violette jej pelerynę i pożegnały się obiecując, że później to wszystko dokładnie obgadają.
Czart puściła się biegiem do Michelle.
- Mówiłem Ci już że świetnie wyglądasz? – zapytał pan Dracula
- Hehe… przestań bo zaraz odlecę – zażartowała Anima ucieszona że jej strój cieszy się takim pięknem.
Nagle koło nich zatrzymał się jakiś wyjątkowo mały pierwszak i z rozdziawioną gębą gapił się na skrzydła Michelle. Żuł akurat cukierka, a ten niechcący na długiej ślinie spadł mu na ziemie. Widok ten nie był zbyt przyjemny ale chłopczyk nawet się nie wzruszył i gapił się wciąż na jej skrzydła. Nagle nadbiegła jakaś pierwszaczka i chwyciła go za skraj pelerynki.
- Owen! Nie gap się tak! Idziemy! – powiedziała mała puchonka przebrana chyba za prof. McGonagall i pociągnęła swojego kolegę do wyjścia. Michelle wybuchła entuzjastycznym śmiechem.
- To do zobaczeniu na balu Aniołku! – pożegnał się Ray który został wezwany gestem przez Terence’a , jednego ze ślizgonów.
- Pa! – odpowiedziała Michelle
Nagle zza korytarza wyłoniła się Violette z peleryną pod pachą. Ledwo żywa podparła się o jeden z antycznych wazonów stojących w holu by nie upaść.
- Aa… gdzie…. Luucy? – schapana zapytała Animę
- Tu… - odpowiedziała za nią Lucy która szła już do nich z zakrwawioną pałką i czarnym również zakrwawionym tłuczkiem. – Możemy iść?
- Jasne…Violette? – zapytała Michelle przyjaciółkę, która nadal zipiąc trzymała się wazonu.
Po dodarciu na dziedziniec dziewczęta ujrzały sporą grupkę uczniów zmierzających do Hogsmade. Wiedziały że ciężko będzie z cukierkami ale jakoś nie brały sobie to do serca. Chciały się dobrze bawić przede wszystkim.
komentarze [5] . 5
Title: OSTrzEZENIE:P
Date: środa, 6 września 2006 . 16:03:10
Diary: Nie opuściłyśmy bloga. Dodamy notke jak najszybciej. :)
/notka pisana z powodu pojawienia sie informacji o porzuceniu bloga/
komentarze [2] . 2
Title: 07.
Date: środa, 19 lipica 2006 . 21:47:37
Diary: Hej tu znowu Lucy! Oto ciąg dalszy z zakończeniem. Ale nie nazwsze ;P Zakończeniem dnia^^ Miłego czytania i dziękujemy za komentarze.
************************************************************
Anima uleciała wraz z wiatrem w górę w kierunku wierzy Astronomicznej na której miała się spotkać z Rayem. Każda chwila lotu była czymś niesamowitym. W końcu nie każdy może latać tak wysoko a jednocześnie być człowiekiem. Dziewczyna z czystej ciekawości zrobiła kilka okrążeń naokoło wieżyczek szkoły i wylądowała na miejscu spotkania. Wieża była jak zawsze pusta. Uczniowie z niechęcią odwiedzali ją na przerwach bo nie dość że było wysoko, to jeszcze w taką pogodę można zamarznąć.
"Biedny Ray" - pomyślała Michelle
Zostało jej się tylko odmienić...
Tymczasem Czart po rozstaniu się z Rayem podążyła na boisko Quidicha. W tej
chwili biedni Gryfoni odbywali swój trening. W tym jej kuzyn. Violette uwielbiała
oglądać treningi. I tak już nie miała nic lepszego do roboty... Zadania domowe zrobione. Tematy na 5 następnych lekcji opracowanych z dokładnością 1 punktu. Więc nie musiała się o nic martwic.
Nagle "- CZART!!!!!!!!" - usłyszała głośny krzyk w swojej głowie Violette
" - Michelle co się dzieje? Porwał Cię wiatr? Czy Ray zabił się na schodach biegnąc do Ciebie?
- Gorzej!!
- MÓW!
- Moje moce... Nie mogę się odmienić!
- JAK TO?
- Nie mogę się odmienić znowu w Michelle! Nie będę gadać z Rayem jako sowa! Zatrzymaj go błagam!
- Już trochę dawno się rozstaliśmy, a ja jestem za daleko od szkoły więc go nie zatrzymam. Nie dam rady go złapać nawet gdybym zaczęła już biec... Co teraz zrobisz?
- Jak to co? Schowam się gdzieś
- Uważaj na siebie!
- To nie pierwszy raz...
- Rozumiem. Coś jest nie tak z Twoimi mocami... Później pogadamy. Jak myślisz ile to może trwać?
- Nie wiem... W każdym razie... Przeproś go..."
Violette nie czekając na sygnał ruszyła biegiem do szkoły...
Lucy była już dawno w szkole. Miała jeszcze godzinę do szlabanu u McGonagall więc postanowiła się przejść po szkole i poszukać Daimonda.
Wspinając się na 2 piętro zauważyła Raya z wielkim bukietem błyszczących najróżniejszymi kolorami kwiatów...
- Dla kogo niesiesz te kwiatki?! - zapytała ironicznie gdy dołączyła do niego - Czy może jesteś kolejnym fanatykiem roślinek?
- Hehe... Nie do końca. Niosę je dla Michelle...wiesz...- odpowiedział zakłopotany
( Aaa to dlatego Michelle musiała spadać - pomyślała Lucy )
- Panno Grom! Panie Ryshas! Szukałam was obojga... - Wrzasnęła za pleców prof. Dolores Umbridge
Oboje obrócili się i spojrzeli prosto w oczy ogromnemu potworowi. Nowej profesorce od obrony prze czarną magią.
- Tak Pani Profesor?!?! - odpowiedzieli automatycznie oboje
- Oho! Panie Ryshas jakie piękne kwiaty. Dziękuje że o mnie pomyślałeś. Zanieś mi je do gabinetu i połóż na biurku. Potem się nimi zajmę - powiedziała wrednawo
- Ale te kwiaty...- zaczął Ray lecz Umbridge nie dała mu skończyć
- Wiem wiem wiem! Są bardzo wrażliwe. Nic nie szkodzi... A teraz prędko zanieś je tam gdzie ich nowe miejsce! - Krzyknęła
Ray cały czerwony na twarzy z wściekłością zawrócił i podążył korytarzem do gabinetu czarownicy.
Tymczasem Lucy została z Prof. Dolores sama...
- Znalazłam coś co Cię powinno zainteresować.
- To znaczy?
- Szukałaś chyba swojego kotka czyż nie?
- Tak, zgadza się pani Profesor.
- Do odebrania u woźnego.
- Dziękuje Pani bardzo! - ucieszyła się dziewczyna
- Dopiero teraz możesz mi dziękować jak Ci powiem że zwolniłam Cię ze szlabanu.
Masz czas wolny. Z chęcią zwolniłabym McGonagall ale Dumbledore mi nie pozwoli... ale do czasu... Oj chyba późno. No, nie będę Cię zatrzymywać. Wracaj do dormitorium. Czeka tam na Ciebie Twój kuzyn bo on Cię sam wyobraź sobie też szukał!- rzuciła nauczycielka poczym odeszła w strone którą Ray poszedł przed chwila...
- To się narobiło... Daimond trzymaj się! Już idę :) - dodała wesoła Lucy i ruszyła do Filcha.
Do wieczora Lucy nie spotkała już ani Animy ani Czart. Po odnalezieniu Daimonda zabrała się szybko za naukę i za lekcje. Nawet nie zauważyła jak szybko płynął czas. Gdy wszyscy uczniowie rozeszli się do sypialni i w dormitorium zapadła głucha cisza Lucy kapnęła się że jest już 1 w nocy.
Zmęczona odłożyła ksiązki i zapadła się w wielki fotel przed rozgrzanym kominkiem i wtuliła się w swój zielony sweter w czarno-szare pasy. Daimond po ciężkich tygodniach położył się na pufie obok Elektrody...
Nagle zza obrazu Lucy usłyszała strasznie głośne uderzenie. Przestraszona zerwała się z fotela. Była z byt zmęczona żeby używać swoich mocy więc musiała sama otworzyć przejście i wyjrzeć co było powodem tak owego hałasu.
Dzielnie wzięła różdżkę do ręki i odliczając do 3 szybko otworzyła przejście.
- SOWA?! - krzyknęła sama do siebie...- Jej! Ciekawe co ją sprowadza tak późno... Kochana wszyscy już poszli spać chyba że masz coś dla mnie... - dodała uśmiechnięta Lucy
Śnieżnobiała sowa zręcznie sfrunęła dziewczynie na ramię i oby dwie weszły do pokoju.
Gdy znalazły się przed kominkiem Sowa odepchnęła się od Lucy i zaczęła latać jak szalona i robić pętle po całym dormitorium...
- Boshe... Co się z Tobą stało? - spytała niepewnie Lucy próbując przyjrzeć się zwariowanemu stworzonku jak tu nagle to zwariowane zwierzątko zahaczyło o półkę i całe poturbowane walnęło o ziemie. Ale na ziemie nie spadła już sowa ale
- MICHELLE? CO TY TU...- nie skończyła Elektroda bo usłyszała kroki na schodach więc szybko złapała Michelle za płaszcz żeby nikt jej nie zobaczył zrobiła ją niewidzialną a sama przybierając nietypową pozycje ni to leżącą ni to siedzącą zamarła czekając aż ktoś się ujawni.
W tle słuchać głuchy ziew" aaaahhhh "
- Oo Cześć Lucy szukałem Cię wszędzie gdzie ty łaziłaś? - spytał jej ukochany kuzyn Dracon ubrany jak do wyjścia w ciemną szatę i szkolny "mundurek"
- Byłam na boisku quidicha oglądać jak Weasley rozbija się o słupki - powiedziała ironicznie Elektroda bo wiedziała że to jedyne wytłumaczenie jakie może się trochę spodobać kuzynowi. Michelle wyraźnie wiedziała że Lucy powiedziała to niespecjalnie bo nawet nie drgnęła...
- Uahaha - roześmiał się głośno - Ojciec przysłał Ci nową Miotłę. Nie pytaj jaką bo nie odpakowywałem. Dałem Pansy by zaniosła Ci do pokoju. Niedługo zaczynają się zawody. Do boiska my, Ślizgoni mamy wstęp na okrągło od Prof. Dolores.
- Ach Ok dzięki za informację... aa Ty się gdzieś wybierasz? - zapytała niepewnie
- No w sumie. Mam kilka spraw do załatwienia...
- A spoko...
- A co Ty właściwie robisz? - dopiero teraz kapnął się w jakiej pozycji trwa jego kuzynka
- Ee ćwiczę gimnastykę. Wiesz bycie pałkarzem wymaga giętkości. - odpowiedziała Lucy dosyć stanowczo żeby kuzyn wiedział że nie żartuje
- To dlaczego tak...e... Zastygłaś?
- Bo te ćwiczenia wykonuje się w samotności. Nie mogę kontynłować gdy ktoś jest ze mną... więc czekam...
- A. Miłego gimnastykowania się. Wrócę za godzinę...- i wyszedł
Lucy opadła ze zmęczenia.
- Dłużej nie można było? - zapytała z oburzeniem Michelle
- Przepraszam... NIE WIEDZIAŁAM ŻE TU WPADNIESZ! Mniejsza... odprowadzić Cię do dormitorium?
- Jakbyś mogła...
Elektroda wzięła Michelle pod rękę i obie ruszyły do obrazu z Grubą Damą prowadzącego do dormitorium Gryfonów - międzyczasie wyjaśniając sobie wszystkie nie jasności które zaszły w ciągu dnia…
- Jutro jest nowy dzień! - dodała Lucy na pożegnanie...
- Ta… Dobranoc
komentarze [14] . 14
Title: 06.
Date: piątek, 23 czerwca 2006 . 12:47:24
Diary: Hej tu znowu Lucy. Z góry proźba: nie zostawiajcie w komentarzach zawiadomień o nowych notkach. Od tego jest księga. A jak chcecie skomenowac byśmy się odwdzięczyły przeczytajcie notke ;)
Oto Cdn
______________________________________________________________________
- HEJ VIOLETTE! - obie dziewczyny automatycznie obejrzały się za siebie
- Hej VIolette mam świetną wiadomosc! - to Cho Chang ostrożnie przeciskała się przez rzędy z ksiązkami z wielką kudłatą
rośliną pod pachą i garscią notatek w rękach. Gdy dotarła już do Czart i Michelle przywitała je dziarskim uśmiechem.
- Czesc Michelle!
Michelle choc lubiala przebywac w towarzystwie z Cho nie była zbyt szczęśliwa z jej przybycia bo chciała pogadac sama z Czart.
- Heej... - odpowiedziala zmuszając się do uśmiechu
- Viola jak Ci idzie pisanie? Widze ze sporo już zrobilas...- zaczeła Cho
- No w miare, napisalam dzis juz 79 kartek ale to i tak mało mialyśmy robic dziennie po 200...Ale to nic a jaką to Ty masz
świetną wiadomosc?
- Roślinka zaczęła KWITNĄC! KWITNĄC! KWITNĄC! KWITNAC! KWITNĄC!...- Cho zaczeła gwałtownie skakac i sie obracac sciskajac doniczke
z całych sił, aż w końcu Violette jej nie wyrwala rozszalałej dziewczynie żeby jeszcze nie zniszczyla tygodni ich cięzkiej
pracy i nie przespanych nocy.
- No to koniec naszej cięzkiej pracy! Musimy isc powiedziec Pr. Sprout! - zuciła
Czart i natychmiast zaczęła się pakowac swoje notatki i połamane pióra(...)
- To my idziemy! Pa Michelle!
- Pa Cho...
Dziewczyny ( Czart i Cho ) wyminęły Michelle i szybkim krokiem ruszyły do wyjscia. Gdy byly juz w polowie Violette obruciła się nagle jakby czegoś zapomniała
i podbiegła do Michelle...
- Słuchaj... - zaczęła - Właśnie wyszła z dormitorium i jeśli się nie myle zmierza na błonia. Jeśli się pośpieszysz złapiesz ją
przy wyjsciu. Trzymaj sie!
Czart wybiegla szybko z biblioteki i pognała za Cho... Michelle chwilowo oszołomiona że Violette włamala się do jej umysłu ale potem bardzo szybko dogoniła i
towarzyszyła Violette w biegu lecz potem rozdzieliły się na schodach które automatycznie
sie zapadły gdy Violette na nie wpadła. Anima musiala zawracac i użyc jednego ze znanych jej skrótów o którym dowiedziala
się od Harry'ego przez obraz "Złośliwego Sir Mihalsona".
- Przejscie! - wrzasnęła Michelle na obraz a ten automatycznie się rozsunął ukazując wąską klatke schodową. Anima odrazu
zbiegla w dol i wyleciala w korytarz ktory prowadzil już prosto do wyjscia. Przy wyjsciu zauważyła Lucy która wolno zmierzała
do wyjscia...
- Lucy!...
Dziewczyna obrucila się gwałtownie i spojrzała na Michelle zapłakanymi oczyma.
- Ojej... czy wszystko...
- Daimond sie zgubił - Lucy wybuchnęła płaczem przerywając Animie w połowie zdania
Michelle podeszła i objęła swoją przyjaciółke na pocieszenie bo wiedziala ze podobnie by zareagowała gdyby jej ukochane
zwierzątko się zgubiło...
- Choc na błonia, opowiesz mi co się stało dokładnie...
Dziewczyny razem wyszły ze szkoły. Słońce ledwo było widac zza tuzinem ciemnych chmur pszysłaniających niebo.
Zmierzając powoli w strone zakazanego lasu Michelle zaczęła rozmowe...:
- Więc? Jakto Daimond sie zgubił? Przeciez to kot, koty zawsze wracają. Albo poprostu sie zakochał?
- ZNALAZŁ SOBIE INNY LEPSZY DOM I WŁAŚCICIELI! - i znowu płacz płacz głoośny płacz.
- Yyy....^^' to dlatego pomyliłaś zaklęcia na lekcji z Profesor McGonagall?
W odpowiedzi Anima usłyszała jeszcze więkrzy szloch...
- Ale wstyd nie? Dla was Gryfonów to frajda ;(
- Wcale nie! - zaprzeczyła Michelle - Wyglądalo to troche... śmiesznie ^^'
- BARDZO!
- No sory, nie obrażaj się odrazu. Każdemu się czasami zdarzają różne wypadki...O np. niechcący trzasnęłam w sukienke Parvati wodą gdy Ray mnie objął....
musialam sie tlumaczyc ze mam różdzke w rękawie(...)
- Ale Cie nikt nie wyśmiał...
- Dobra kiedyś o tym zapomną, pomyśl lepiej o Daimoncie... wiesz gdzie może byc?
- Szukałam prawie wszędzie... Malfoy wysłał nawet sowy do rodzicow i rodziny czy nie widzieli. Nie ma go od 2 tygondni...
- Idz do Dumbledora... może on Ci pomoże?
- Odrazu do Dyra? Myślisz że nie ma nic innego na głowie tylko szukanie mojego kota?
- Pomógłby Ci...
- Przemyśle to... DAIMOND! - Lucy wydarła się w niebogłos gdy znalazły się już dosyc głęboko w zakazanym lesie
W odpowiedzi: Cisza
"Tup tup tup...." zza drzew
- Ktoś się zbliza...! - zareagowała szybko Anima
Lucy złapała zręcznie Michelle za płaszcz w efekcie zrobiły się niewidzialne. A potem w ciszy obserowały otoczenie:
Za drzew wyłoniła się nagle wielka postura Hagrida którego rozpoznały tylko i włącznie po ogromnej budowie olbrzyma i kudłatej brodzie i włosach. Jego twarz ręce pokrywały liczne sińce, zadrapania i krwiaki. Wyglądał jakby właśnie odbył kąpiel w wodzie ze sklątkami. Jego ubranie dosyc poszarpane wygldało fatalnie.... Naprawde fatalnie! Przy gajowym dreptał Harry Potter kuzyn Czart - troche niepewnie i z skupioną twarzą nerwowo się rozglądał. On w porównaniu do Hagrida wyglądał tak jak zawsze.
- Hagridzie do kąd właściwie mnie ciągniesz...? - Spytał nerwowo chłopiec
- Zobaczysz na miejscu. To delikatna sprawa. Jesteśmy zbyt blisko Hogwartu bym mógł Ci o niej powiedziec... Jeszcze ktoś by...
wiesz...
Harry przewrócił tylko oczyma i dalej podążał za Hagridem powoli znikając dziewczyną z oczu.
- I co teraz? - Szepnęła Michelle bo nie była pewna czy są wystarczająco daleko żeby jej nie usłyszec(...)
Tymczasem Violette z Cho Chang dotarły do szklarni Pani Profesor Sprout i pochwaliły się swoimi osiągnięciami.
- No jestem z was bardzo zadowolona! To koniec waszej pracy. Poszło wam o wiele lepiej niż myślalam. Pamiętam gdy ja przeprowadzałam takie doświadczenie z koleżanką w szkole zajęło nam to o wiele dłużej. Macie W - JUŻ na koniec z Zielarstwa. Jesteście zwolnione z wszystkich prac domowych, testów, kartkówek, odpowiedzi i prac klasowych. Choc jeśli sobie zarzyczycie zawsze będzie mi miło - Powiedziała dumna ze swoich uczennic Pani Profesor
- Wrau... Mrau... Wrr...
- Ojej czyżby moja wiecznolistna stokrotka obudziła się ze snu? - Spytała niepewnie Pani Sprout
- KOT! - krztknęła Cho wskazując palcem - o tam na parapecie!
- Dziewczynki musicie szybko go zlapac zanim narobi mi szkody w szklarni...
Czart i CHo z lekkim zawachaniem podbiegły do parapetu na którym siedział... - Daimond?! To kot Lucy...
Violette rozpoznała go odrazu. Daimond miał srebrno-białą dłuższą siersc i piękne morskie oczy jak żaden inny kot w Hogwarcie. Tylko co on tu robił? I dlaczego zapuścił się tak daleko od szkoły i od Lucy? A może poszedł za nią?
- Miaaał...Mrau...- jakby się zgodził z myślami Czart
- Boje sie kotów... Weś go Czart^^' - stwierdzienie Cho było słuszne. Miala uczulenie na kocią siersc...
- ZOBACZNIE JAKIE ŚLICZNE KWIATKI! - krzyknęła nauczycielka a Violette z koleżanką natychmiast odwróciły zwrok i spojrzały na swoją włochatą rośline na której czubku widac było piękny złocisty kwiat z pięknymi mieniącymi się płatkami wokoło.
- I jak złapałyście kochane tego kotka?
- Ju... gdzie ON? - krzyknęły obie
Daimonda już nie było...
- Eee... wymyśl coś żeby nie było... - szepnęla Violette
- Nie będziemy kłamac...-.-''
- Kot uciekł Pani Profesor...- dodały z smutkiem
- Też dobrze... Wrócił pewnie do swojej wlascicielki. Dziewczynki przepraszam że jestem taka nachalna ale mam do was obu ostatnią proźbę. Niedawno Profesor Dumbledore przesłał mi słodkie truskawki i prosił bym je zasadzila i wychodowała w jednej ze szklarni, więc musze się tym zając bo korzonki są bardzo wrażliwe i szybko obumierają więc prosze panienko Chang czy mogłabyś mi pomóc troche? Zyskasz 50 pkt dla domu...
- Hm... no ok :) - zgodziła się Cho z optymistycznym uśmiechem
- A Ty Violette czy posprzątałabyś w ostatniej szklarni porozbijane wazoniki z dzikimi różami? Nie wiem z kad ale tłuczek
z boiska Quidicha dostał się aż tutaj i narobił mi niezłego bałaganu... - Zmartwiła się nauczycielka... - więc?
- No dobrze :)
Więc Profesor Sprout wytłumaczyła Czart co i jak i wkońcu oddaliła się z Cho do sąsiedniej szklarni sadzic słodkie truskawki a Violette pomknęła do ostatniej szklarni posprzątac bałagan... Przechodząc przez kolejne rzędy grządek dziewczyna z wielkim zafascynowaniem oglądała przeróżne roślinki. Niektóre zmieniały swoje krztałty lub barwe, mieniły się najrożniejszymi kolorami... Przyspieszając kroku ruszyła w strone wielkiego ogrodu który dzielił rzędy szklarni od szklarni z różami. Gdy doszła do ogórdu aż olśnil ją blask przepięknym wiosennych kwiatów o najpiękniejszych woniach świata. Pogoda tu była magiczna ponieważ to są kwiaty tlyko "wiosenne" więc napawając się ciepłem zapomniała totalnie o pogodzie jaka panuje na zewnątrz... Spokojnie przemierzając ogród starała się napawac tym pięknym widokiem gdy nagle poczula mocny uścisk na ramieniu!
- Aaaa! - krzyknęla i odskoczyła na bok wyciągając automatycznie różdzke ALE zamiast złego śmierciożercy zobaczyła wesoły
uśmiech na twarzy Raya!
- Spokojnie! Nie chciałem Cie wystraszyc! - żucil zabawnym tonem - Co Ty tu właściwie robisz?
- Eee... mialam posprzątac bałagan w ostatniej szklarni...
- O! Mam dla Ciebie smutną wiadomosc. Już to zrobiłem. Nie myślałem że przyjdziesz hehe... - dodał ironicznie
- Aa... super ^^' a co Ty... przyszłeś tylko posprzątac? Czy może po coś JESZCZE? - powiedziała ostrzegawczo Czart patrząc na
bukiet kolorowych kwiatów mieniądzyc się w RĘKACH Raya
- Y... A to! Chodzi Ci o kwiaty? Heh... zerwałem troche dla Michelle... OCZYWISCIE SIĘ WCZESNIEJ SPYTAŁEM O POZWOLENIE!...
Myśle że jej się spodobaja...A Ty co o tym myślisz?
- Myśle że zwiędną jeśli nie doniesiesz ich jej w ciągu godziny - pocieszyla go
Wybuchneli smiechem choc Czart wiedziała że w takim układzie musi się jak najszybciej zkątaktowac z Michelle...
" - Michelle! Michelle! Gdzie jestes? - prubowała się skontakotwac Violette z Animą
- Violette to Ty?
- Tak! Mów szybko gdzie jestes!
- Jestem teraz w zakazanym lesie z Lucy...
- Wracaj szybko do szkoły!
- Co się stało?
- Nie moge Ci powiedziec ale to ważne! Udaj się na wierze Astronomiczną natychmiast!
- PO CO?
- Ray...
- Co Ray?
- Nie pytaj... ważniejszej sprawy nie ma na świecie gnaj szybko! Jestem teraz w szklarni i sprobuje go zagadac choc
on bardzo się do Ciebie śpieszy...
- Eee...
- Powiedziałam że teraz odrabiasz "pogodowe" zadanie domowe...
- No super... To ja już biegne! Zagadaj go... Jak złamie kark po schodach...
- ZAMIEŃ SIĘ W SOWE ! Będziesz tam w przeciągu 2 minut...
- No racja..."
( Michelle z Elektordą )
- Lucy musze wrócic do szkoly. Rozmawiałam z Violette podobno Ray chce cos ode mnie bardzo ważnego... - pokręciła głową Michelle
Lucy uśmiechnęła się tylko...
- Nie obrazisz się? - zapytała niepewnie?
- Co Ty... i tak już musze wracac zaraz mój szlaban...
- To do zobaczenia na kolacji! - dodała krótko Anima po czym zamieniła się w piękną śnieżnobialą sówke i wzleciała ku wierzy
astronomicznej...
- Ma piękne życie... - podsumowała Lucy po czym wolnym krokiem wróciła do szkoły(...)
komentarze [3] . 3
Title: 05.
Date: poniedziałek, 22 maja 2006 . 21:13:02
Diary: Hej tu Lucy:) Nigdy nie lubiłam pisac notek - to moja pierwsza. Oto dalszy ciąg przygod L M AND V :
***********************************************************
W ostatnich dniach pogoda popsuła się fatalnie. Było mgliscie, deszczowo i wilgotno dzięki czemu łatwo było sobie połamac
kosci na błoniach. Treningi Quidditcha zostały odwołane tak jak i wypady do Hogsmeade. Wszystko przez tą pogode...
Michelle, Violette i Lucy i tak by nie miały na to czasu. Michelle wciąż zabiegana za Rayem, spędziała wręcz prawie
cały swój wolny czas na wspolne rozmowy, spacery - tłumacząc że się razem uczą^^. Violette i Cho przygotowywały
razem jakiś duży projekt dla Profesora Filiusa Flitwicka by dostac W, oraz hodowały razem jakiś bardzo żadko występujący
gatunek rośliny leczącej głębokie rany dla pani Profesor Sprout do jej nowej szklarni. Violette można było złapac tylko
w bibliotece ślęczącą nad wielką Encyklopedią Miliona Zaklęc i Nie tylko - Gelberta McBidllera, usypiającą w dormitorium nad
roślinką i notującą każdy najmiejszy ruch jaki wydawała - lub ewentualnie na lekcjach bo swoje posiłki w Wielkiej Sali
zmniejszyła do minimum - pojawiała się tylko na chwile i znikała z garscią krakersów lub bułek w rękach. Lucy wręcz odmiennie
do swoich przyjaciółek dostała szlaban od Profesor Minervy McGonagall za to, że zamieniła wszystkie mebelki w Sali Lekcyjnej
w kipiącą orężade...
- Panno Grom, co to miało teraz znaczyc? Wyraźnie podałam formułe zaklęcia czyż nie?
- Owszem! i takiej użyłam - odprysknęła wsciekła Lucy w czasie gdy wszyscy Gryfoni mieli z niej niezły ubaw ( z wyjątkiem
Hermiony ) - czego nie podzielali Ślizgoni.
- Nie wątpliwie, przekręciłaś AŻ 2 litery. Gdybyś przekręciła tą trzecią zamieniłabyś nas wszystkich w kipiącą orężade!
- CIEKAWE CZY PANI TAK ŁATWO BYŁO NA POCZĄTKU CO?!
- Szlaban! Panna Grom zostanie i pomoże posprzątac mi ten bałagan, a wy jesteście zwolnieni!
Gdy wszyscy uczniowe wypłyneli wręcz z Sali popijając dla ubawu oręzadke, Lucy i Profesof McGonagall uprzątnęły razem
ten bałagan.
- Lucy... Ostatnio zauważyłam że jesteś bardzo roztargniona. Często mylisz formuły zaklęc, nie uważasz na lekcjach, twoje
stopnie spadają ostro w dół... Powiedz mi co się dzieje?
Zapadła cisza. Lucy wpatrywała się w okno za którym gromadka pierwszoklasistów prubowała się dostac do Hogwartu po przez
bagno miedzy chatką Hagrida a szkołą. Strugi spływającego deszczu podmywały im nogi więc Hagrid musiał szybko wyławiac
uczniów by się nie potopili. Było to śmieszne widowisko lecz Lucy nie było do śmiechu.
- Wszystko...- zawachała się Lucy - ....ok
- W każdym razie gdybyś mi chciała coś powiedziec na ten temat wiesz gdzie jest mój gabinet. Będziesz przychodziła do mnie
co wieczor w godzinie 18:00 - z wyjątkiem czwartku bo wiem że masz zajęcia z astronomii...i będziesz przepisywała
na papierze formuły zaklęc tak długo aż upewnie się że je pamietasz i nie zatopisz więcej mojej sali oręzadą jasne?
Oprucz tego Slytherin traci 10 punktów za twoje bezczelne uwagi.
A teraz zmykaj na przerwe obiadową.
Lucy ruszyła korytarzem prowadzącym do Wielkiej Sali. Na miejscu popędziła do stołu Ślizgonów ignorując ciepłe powitania od
swoich przyjaciółek i dziarskie chichoty Gryfonów. Usiadła między swoim kuzynem a Rayem którzy własnie prowadzili
zażartą dyskusje na temat McGonagall. Olewając ich totalnie zabrała się do jedzenia swojej porcji frytek przy okazji rozlewając
kechap na taleze jej sąsiadów. Lecz gdy juz wylała półmisek z kompotem jej nerwy pusciły i zapłakana wyleciała z Wielkiech Sali...
Malfoy podniusł się już żwawym ruchem gotów pobiec za kuzynką ale Pancy szarpneła go w dół i stanowczo pokiwała głową dając
mu do zrozumienia by dał jej teraz chwile by się mogla wyplakac...
Malfoy nie był jedynym który to zauważył - zauważyła to też Michelle. Ray szybko podbiegł do Stoły Gryfonów i usiadł przy
Animie. Był on bowiem jedynym w miare lubianym Ślizgonem przez Gryfonów i nikomu nie przeszkadzało to że spotykał się z
Michelle.
- Nic jej nie będzie? - zapytała zmartwiona Michelle
- Przejdzie jej... - odpowiedział Ray murgając jednym okiem ;)
- Buhahahaha... ale był ubaw na lejbie z McGonagall jak Lu... - Nevil nie skończył zdania bo własnie oberwał z całej siły
od Animy w twarz
- Ałaa! No co?
- To wcale nie było śmieszne...
- Jak nie było?! Sama sie ryłaś !
- Nieważne!
- Ale to Ślizgonka!
- Ale ta Ślizgonka jest moją przyjaciółką!
Gdy Ron i Harry zanużeni w pułmiskach z zupą owocową, płakali ze śmniechu za to co spotkało Nevila, Michelle nie
skończywszy posiłku odeszła szybko od stołu, zastanawiając się gdzie jest teraz Lucy. Ray wrócił spowrotem do Ślizgonów gdzie
skonczywszy posiłek udał się do domitorium.
Tymczasem Michelle powoli przemierzała korytarze i szukała Lucy - oprucz tego że martwiła się ostatnio jej dziwnym
zachowaniem miała jej coś ważnego do powiedzenia. Nie mogła porozmawiac z Violette bo ta jako pilna uczennica była bardzo
zajęta swoimi pracami nad zaklęciami i roślinką z Cho. A Anima nie chciała jej przeszkadzac. Ray ... nie z nim też nie mogla,
mimo że są tak blisko... Została więc Lucy? Gdy wchodziła własnie na 3 piętro spotkała Hermione
- Widziałam Lucy - oto odpowiedz na pytanie jakie własnie miała na myśli Anima...
- Gdzie ona?
- Mijałam ją. Wbiegała do lochów cała zapłakana. Po drodze spetryfikowała jednego pierwszaka który stanął jej na drodze...
pewnie teraz jest w dormitorium... - odpowiedziała przejęta Hermiona
- Dzięki Wielkie! - żucila Michelle i rozstała się z qmpelą
Popędziła szybko w strone biblioteki bowiem wiedziała że skoro Lucy jest w dormitorium to tylko dzięki Czart może się z nią
porozumiec. Zresztą Lucy mogła byc wszędzie tylko ze niekoniecznie wszyscy musieli to widziec...
Violette która nic nie wiedziała o całym zamieszaniu z orężadą siedziała rozłożona nad
wielką Encyklopedią Miliona Zaklęc i Nie tylko - Gelberta McBidllera i spożądzała pośpiesznie notatki jakby zaraz
Pani Pince miała jej wyrwac tę ksiązke. Koło jej lewej ręki lezała sterta połamanych piór (...) a jej prawa ręka która
wręcz nie odrywała pióra od pergaminu była zabandarzowana. Jej oczy które silnie śledziły tekst i mocno analizowały
każdy wyraz napisany w encyklopedi były mocno zaczerwienione. Pani Bibliotekarka tylko pokiwała krzywo głową...
- Ta dziewczyna wie co robi... - odezwała się nagle do Michelle która aż podskoczyla przerazona że Pani Pince skrada się tak
cicho. Gdy Bibliotekarka odeszła Anima podeszła pospiesznie do Violette.
- Potrzebuje Twojej pomocy Czart...
cdn...:)
komentarze [3] . 3
Title: Notka
Date: niedziela, 30 kwietnia 2006 . 17:43:03
Diary: z powodu pojawienia sie informacji o pozuceniu blogu, dodajemy notke. niedlugo news :D pozdro:*
Anima
komentarze [1] . 1
Title: Anima.. czy jej wyjdzie?
Date: czwartek, 16 marca 2006 . 21:34:06
Diary: Siemka! To moja pierwsza notka, mam nadzieje ze sie Wam spodoba =* Anima
************************************************************
Tego dnia pogoda była przepiękna. Słońce grzało miło, niebo było bez chmurne. Michelle jako pierwsza dziś zeszła na śniadanie. Podczas gdy nakładala sobie sporą miseczke płatków zbożowych, do Wielkiej Sali weszła Lucy. Towarzyszył jej Ray Ryshas. Rozmawiali ze sobą, po czym usiedli koło siebie i zaczeli jeść śniadanie. Violette pojawila sie chwile pózniej.
-Co on od ciebie chcial? - po śniadaniu Michelle zaczeła wypytywać Lucy o wszystko.
-..niic...tylko... chcial sie zapytac co bylo zadane.
-Lucy, nie udawaj, wiem że on coś do ciebie ma! Przeciez to widać! Ciągle z tobą gada i wogule.- Violette uważała, że Lucy podoba sie Rayowi.
-Mniejsza o to! Chodźmy lepiej na lekcje. - widać było, że Michelle nie za bardzo podobała sie rozmowa na temat Raya. Dziewczyny udały się na błonia, gdyż pierwszą lekcją była opieka nad magicznymi stworzeniami.
Tak samo jak wczoraj, uczniów przywitała prof. Grubbly-Plank.
-Dzisiaj zajmiemy się Kugucharami. Czy ktoś wie coś o tych stworzeniach?- Michelle od razu podnisła rękę.
-Słucham, panie Ryshas. - ku zdziwieniu Animy, prof.Grubbly-Plank poprosiła do odpowiedzi inną osobę.
-Kuguchar wywodzący się z Wielkiej Brytanii, obecnie spotykany jest na całym świecie. Przypomina kota, lecz ma nakrapiane, cętkowane lub łaciate futro, olbrzymie uszy i ogon z pędzelkiem jak u lwa. Często mylony przez mugoli z rysiem, kuguchar jest inteligentny, niezależny, czasem agresywny. Jeśli jednak spodoba mu się jakaś czarownica lub czarodziej, może być wspaniałym zwierzątkiem domowym. Ma wyjątkowwą zdolność wykrywania przykrych i podejrzanych osobników. Potrafi doprowadzić do domu właściciela, jeśli on zabłądzi. Rodzą jednorazowo do ośmiu młodych, i mogą krzyżować się z kotami. Na posiadanie kuguchara potrzebna jest licencja, gdyż jego nietypowy wygląd, może wzbudzić ciekawość mugoli. - Ray udzielił bardzo długiej odpowiedzi. Animie aż zabrakło słów że ktoś może wiedzieć o tych stworzeniach aż tyle (oczywiście oprócz niej samej). Ray wymownie spojrzał na Michelle, a ta zaczerwienila się i odrazu spuściła wzrok.
-Doskonale! 15pkt. dla Slytherinu! Teraz zobaczycie jak obchodzi się z takimi zwierzętami.
Do końca lekcji Michelle starała się nie być gorszą w karmieniu Kugucharów, obcinianu im parurów, itp. od Raya. Było to trudnym zadaniem, ale jakoś jemu podołała.
-Hm, czy nie sądzicie że ten Ray jest bardzo mądry? - Lucy, Violette i Michelle po lekcji miały chwilę wolnego, więc postanowiły ją poświęcić na rozmowy.
-No, i to nawet bardzo! Wie chyba więcej niż ty, Michelle- Lucy palneła gafe.
-Lucy, czy ty wiesz co mówisz? Michelle jest najlepsza jeśli chodzi o magiczne stworzenia!- Violette próbowała jakoś poprawić sytuacje.
-Hm, własciwie to masz racje, ale Anima, co ty o nim sądzisz?
-Wiesz, nie znam go ale myśle że jest bardzo miły, nie licząc faktu ze zabrał mi pkt.
-Oj, Michelle, i tak masz ich dużo! Poza tym, jeszcze zdołasz je uzbierać. Ale teraz już chodźmy na obrone przed czarną magią. Ta stara wiedźma nie lubi jak uczniowie się spóźniają.-Violette, która była bardzo pilną uczennicą, nie chcąc się spóźnić na lekcje, poganiała swoje przyjaciółki, alby skończyły pogaduszki, i udały się juz do klasy.
-Witam Was, moi drodzy!-w klasie przywitała wszystkich swoim piskliwym głosikiem Umbridge - dzisiaj bedziecie kontynuować Obrone Przed Czarną Magią Dla Zaawansowanych. Przejdźcie dzisiaj do rozdziau drugiego.
Przez dwie godziny, wszyscy musieli czytać nudną książke. Hermiona oczywiście przeczytała to wszystko w wakacje (niektórym bardzo sie w wakacje nudzi), teraz tylko to wszystko sobie utrwaliła.
Kolejną lekcją była numerologia. Tych nudnych lekcji nikt nie lubił, prócz Hermiony. Ona była "fanką numerologii".
-Nareszcie coś do jedzenia! - po numerologii była przerawa obiadowa. Violette rozmawiając z Cho, nakładała sobie porcję zapiekanki z tuńczykiem.
-Jak sądzisz? Czy Harry... no wiesz... czy on coś o mnie wspominał? - Violette zdziwionym wzrokiem spojrzała na Cho.
-Co masz na myśli Cho? ..aa!.. Już wiem! Hmm... no wiesz... czasami o tobie gada...- Czart domyślając się o co jej chodzi postanowiła wyciągnąć z Cho, to, co sądzi o jej kuzynie - tak, wspomina o tobie bardzo często.. A co? Chodzicie ze sobą? - Cho zarumieniła się odrobine.
-Nie, nie chodzimy ze sobą..... jeszcze...
-Jeszcze? To znaczy że chciałabyś?- Cho spojrzała na nią
-Czy to aż tak widać?
-Wiesz... Tylko troche, ale ja po prostu cie znam.
-Ale nie mów Harremu! Prosze!- i tak się skończyła ta rozmowa.
Po przerwie Michelle poszła z Ronem i Harrym pod klasę. Kątem oka zobaczyła jak Lucy i Ray idą ze sobą powoli do klasy. Wcale im się nie spieszyło. Woleli iść powolutku, rozmawiając.
Na lekcji, jak zwykle prof. Binns zmęczonym głosem omawiał wojny goblinów.
-A kogo to obchodzi że w 1354r. jakiś goblin zabił drugiego? -Ron po historii magi jak zwykle odetchnął z ulgą - No, to mamy godzinną przerwe. Harry, co ty na to żeby pójść do dormitorium i rozegrać partię szachów? Hermiono! Gdzie idziesz?
-Ide z Ginny na błonia sie przejść.
-Miałem nadzieje... że.. pójdziesz z niami popatrzeć jak gramy.
-Nie wiem co w tym takiego ciekawego ale dobra.. chodźmy Ginny. Ponabijamy się z nich troche- Ginny zaśmiała się pod nosem, po czym poszła z Hermioną do dormitorium.
-Co wy na to, żebyśmy my poszły na błonia, i trochę sie zabawiły? Mogłybyśmy się wyszaleć, pod postaciami zwierząt, oczywiście- Lucy zaproponowała Michelle i Violette.
-Ja jestem za!
-Ja też! - Wszystkie zgodnie pobiegły na dwór. Weszły do Zakazanego Lasu, jakby nigdy nic. Michelle z gracją zmieniła się w czarnego wilka. Violette poszła za jej przykłądem i zmieniła się w wielkiego psa, koloru węgla, Lucy zaś w czarną pumę. Po chwili już trzy zwierzaki szalały po lesie. Po jakichś 45min wróciły do Hogwartu całe zdyszane.
-Mi..ssiee...tamm.. podobalo...- Michelle dyszała głośno. Violette i Lucy zdodziły się z opinią przyjaciółki.
-Ale teraz chodźmy już do klasy.. Maam nadzieeje.. że Trelawny nie skaapniee siee żee jjestesmy odrobbine zzzdyyszzane..-Violette jak zwykle popędzała Elektrode i Animę. Gdy doszły do północnej wierzy, weszły powoli po drabince do klasy. Michelle wchodziła ostatnia. *buch*! Jej książki z hukiem wypadły jej z rąk. Zeszła z drabinki. Pochyliła się, chcąc podnieść swoje podręczniki, lecz nie zdążyła. Zrobił to za nią Ray.
-Proszę bardzo.
-Dziękuje- Michelle zaczerwieniła się.
-Jestem Ray.
-Michelle.
-Miło poznać. Wejdź do góry, wniosę Ci książki. Są trochę ciężkie.
-Dziękuję bardzo..- Michelle weszła po drabince. Tuż za nią wspiął się Ray. Podał jej książki.
-Miło było poznać.
-Mnie też- Michelle ponownie się zaczerwieniła, po czym odeszła do stolika przy którym czekały już na nią Violette i Lucy. Uśmiechneła się do nich, a one tylko spojrzały na nią tajemniczo uśmiechając się.
-No co? On tylko pomógł mi wnieść książki.
-Jaasne! Czy my coś mówimy? Lucy, czy my coś mówimy?
-Nie, skąd! Przecież my nic nie mówimy!
-Proszę o ciszę- prof. Trelawny uspokoiła klase - Dzisiaj będziemy wróżyć z lini papilarnych. Proszę was, dobierzcie się w pary.
Lucy dobrała się z Violette, a Michelle została sama.
-Michelle, czy chciałabyś być ze mną w parze?
Michelle odwróciła się i zobaczyła Raya.
-Jaasne..-i znowu się zaczerwieniła. Usiedli przy jednym stoliku. Ray wziął dłoń Animy, i zaczął się jej przyglądać.
-Wygląda na to... ze spotka cie wielkie szczęście...-Ray spojrzał na Michelle. Patrzył jej w oczy, ale ona była zapatrzona w swoją dłoń którą obejmował w tej chwili Ray. Wiedzała że on na nią patrzy, ale nie miała odwagi podnieść wzroku.
-To..super...- Michelle wzięła teraz dłoń Raya i zaczeła też wróżyć.. - więc... myśle..że spotkasz kogoś.. w kim sie zakochasz... i bedziesz z nim chodzić.. tzn. z nią. Bo to bedzie ona.. tak mi sie zdaje.. przynajmniej.. tak wyczytalam..- Michelle zaczeła się plątać, czując że Ray, znów się na nią wpatruję.. *drrr* Michelle zaczeła pakować swoje książki, Ray również.
-Miło było być z tobą w parze- powiedzał Ray po czym znowu patrzył jej w oczy.
-Z tobą..również...
Po lekcji Anima spotkała się z Czart i Elektrądą.
-Mi Lucy wywróżyła że powinnam dwa dni temu umrzeć.
-To nie moja wina! Tak było napisane w podręczniku!
-Tak, jakbyśmy sie mieli trzymać tego co tam piszą to powinny ci były wypaćś tydzeń temu wszystkie włosy, i powinnaś zajść w ciąże!
-Z kąd wiesz ze nie zaszlam!
-A ZASZŁAS!?
-NIE!!
-Mniejsza o to Lucy, a co tobie wywróżyli, Michelle-Violette zagle zmieniła temat, choć nie całkiem
-Więc.. Ray mi powiedzał..
-Byłaś w parze z Rayem?
-No..tak.. wiec, ma mnie spotkać wielkie szczęście..
-A co jemu wywróżyłaś?
-No... że pozna osobę ... w której sie zakocha, i ,że bedzie z nią chodził.
-UUuuu...Ciekwawe o kogo chodzi.. - Lucy, która zwykle była najbardziej poimformowaną dziewczyną w szkole, kto z kim chodzi, kto z kim zerwał, od razu zaczeła się zastanawiać o kogo chodzi.
-Nie mam pojęcia...
-Mniejsza z tym, teraz chodźmy na kolecje.
Na kolacji dziewczyny rozdzieliły się, każda poszła do swojego stołu. Michelle rzuciła ostatnie spojrzenie na Lucy, i zobaczyła że do tej podchodzi Ray, i od razu zaczynają gadać. Spojrzała na stół Ravaenclawu. Zobaczyła Violette jedzącą już w najlepsze która gawędziła z jakimś pięcioklasistą.
-Hej! Michelle! Jak już stoisz to podaj mi pieczone ziemniaki!- to Fred domagał się jedzenia - Dzieki! Czemu nie usiądziesz?
-Już, już siadam...-powiedziała Anima siadając i nakładając sobie porcję sałaki. Po kolacji wszyscy rozeszli się do dormitowiów.. Michelle została.. rozmyślała nad dzisiejszym dniem..
-Czy mogę się przyłączyć? - Michelle zobaczyła, że Ray podchodzi do niej.
-Jaasne...
-Czy ty... masz chlopaka?
-Nie...-Michlle zaczerwieniła się
-Aa...aha... A czy...
-Czy...? - Ray nic nie powiedział, tylko zbliżał się do niej powoli... Zbliżał swoje usta..
W dormitorium wszyscy już spali. Michelle usiadła przy kominku. Zobaczyła Ragdolla łaszącego się do jej nóg. Wzieła go na kolana..
-Co kochany...? Czekałeś na mnie..? Hm... Musiałam sobie porozmyślać odrobine..- Anima głaszcząc Ragdolla wpatrywała się w ogień, po krótkiej chwili zasnęła...
komentarze [5] . 5
Title: Zagadkowa przypadłość..
Date: czwartek, 9 lutego 2006 . 21:39:10
Diary: **
Heya! Dawno nie było newsów, ale to przez brak czasu. Nie wiem kiedy pojawi się kolejny ale narazie przeczytajcie to.
**
Następnego dnia Lucy nie pojawiła się na śniadaniu.
-Hey! Pancy! Czemu Lucy nie przyszła na śniadanie?-zapytała Michelle
-Lucy źlę się poczuła. A teraz jeśli wybaczysz mam parę spraw do obgadania-powiedziała i odwróciła się do swoich psiapsiółek.
-Parkinson mówi, że jest chora...Ale ja jej tam nie wierze.-powiedziała Anima do Violette
-Może pójdziesz zobaczyć czy nie ma jej w dormitorium.
-No, ok. Michelle wzięła do ręki swoją niedojedzoną grzankę i wyszła z Wielkiej Sali.
Poszła do lochów. Zmieniła się w szczura. Nagle jej czuły węch dał jej znać, że była tu Lucy. Poszła za swoim węchem uważając, aby nikt jej nie zauważył. Chodź i tak wszyscy są na śniadaniu, ale ostrożności nigdy za wiele. Tak więc doszła do dużego obrazu, z którego przyglądał jej się chytrze boa dusiciel. Szczurek spojrzał na obraz ze wstrętem potem odszedł na parę kroków pod równoległą ścianę. Czekała, aż obraz się otworzy, aby mogła wejść do środka.
Nagle obraz odworzył się i zza niego wybiegł pięcioklasista;Ray Ryshas. Najwyraźniej spieszył się na śniadanie. Michelle szybko zdążyła prześlizgnąć się do dormitorium Ślizgonów. Dla pewności zmieniła się w brązowego kota, aby nie zostać zjedzona przez Dimonda, gdyby ten tu był. Pobiegła susami do schodów, które prowadziły do sypialni. Po chwili była już w środku. Sypialnia była wystrojona najróżniejszymi obrazami węży i wszyskim co dziewczyny tam porozwieszały. Michelle rozejrzała się i na jednym z łóżek zobaczyła Lucy. Zmieniła się znowu w człowieka i podbiegła do przyjaciółki.
-Lucy! Lucy! Co ci jest?-powiedziała, kiedy zobaczyła, że Lucy płacze.
-Michelle...Ja...Ja...Nie...Wiem...Skąd..Skąd..To..Się..Wzieło...-powiedziała przez łzy
-Ale co? Co się wzieło?- Lucy zciągnęła opaskę, którą zakryła Znak. Michelle zaniemówiła. Usiadła obok Ślizgonki i przytuliła ją.
-Narazie chodź, bo się na lekcję spóźnimy-powiedziała ocierając jej łzy-potem razem z Violette o tym pogadamy. Lucy kiwnęła głową, wzięła swoją czarną torbę z wężem. Wąż syknął i popełzał na pasek od torby.
Lucy & Michelle wyszły szybko z dormitorium i udały się na lekcje transmutacji.
Na lekcji nadal ćwiczyli zaklącia na znikanie. Violette zaczarowała przypadkowo biurko Prof.McGonagall. Za zaczarowanie tak dużego przedmiotu zdobyła dla swojego domu 15pkt. Lucy nie mogła się jakoś skupić. Nawet na mysz nie podziałało jej zaklęcie. Po lekcji transmutacji mieli chwile wolną, więc postanowili pójść do Pokoju Życzeń, aby nikt nie podsłuchał ich rozmowy.
-Lucy, coś nie tak? Coś się stało?-zapytała z troską Violette.
-Pokaż jej to-wtrąciłą Michelle. Lucy spojrzała na Violette a potem podciągnęła rękaw, zdjęła opaskę i pokazała przyjaciółce Mroczny Znak. Lucy opowiedziała im całą historię, jaka sie zdażyła wczoraj wieczorem. Violette popatrzyła na nią przez chwilę po czym powiedziała:
-I Ty naprawde nie wiesz skąd go masz? Lucy pokręciła przecząco głową:
-Nie wiem...
-To się da wyjaśnić...Mam nadzieje..-powiedziała Czart
-Ale jak?!
-Wnikne do twojej pamięci. Wniknę tak daleko jak będzie trzeba, żęby to wyjaśnić... Violette usiadła naprzecie Lucy i zamknęła oczy w wielkim skupieniu.
Nagle przeniosła się w zupełnie inny świat. Wszystko było tam ciemne i ponure. Zobaczyła matkę z dzieckiem na rękach, obok nich stał jakiś wysoki mężczyzna i celował różdżką w dziecko. Niemowlę zaczęło płakać. Po paru minutach mężczyzna powiedział do matki; To jeszcze nie koniec Vanesso. I odszedł. Matka próbowała uciszyć dziecko, ale nadal płakało.
-Ciii...Ciii... Cicho maleńka... Nie płacz już...-Zastanowiła się chwilę...-Lepiej będzie jak oddam Cię do Narcyzy. To jest dla Ciebię zbyt niebezpieczne. Po ręce dziecka ściekała stróżka krwi. Violette zobaczyła Mroczny Znak.
Nagle znowu znalazła się w Pokoju Życzeń. Michelle & Lucy spojrzały na nią z zaiteresowaniem.
-I co? Czego się dowiedziałaś?-pytała Lucy. Violette opowiedziała im wszystko co zobaczyła.
-Myślicie...-zaczęła Michelle-że ten mężczyzna to był Sami-Wiecie-Kto?
-To bardzo prawdopodobne-odpowiedziała Violette
-Może Sami-Wiecie-Kto chciał aby Lucy wstąpiła w przyszłości do jego szeregów... Możliwe, że jej matka nie chciała, aby taki los spotkał jej córkę.-powiedziała Violette
Czas już iśź na lekcje. Następną były eliksiry. Poszły do lochów. Snape jak zwykle ich mile nie przywitał tylko od razu kazał przygotowywać eliksir. Tym razem był to eliksir miłości. Dziewczyny szeptały do siebie, że podadzą go Rayowi, ponieważ był bardzo przystojony i uganiały się za nim wszystkie laski.
Na astronomi badali wpływ gwiazd na otaczający ich świat, a potem była ONMS.
Uczniowie poszli na błonia Hogwartu, gdzie zwykle odbywały się zajęcia. Ku zdziwieniu wszystkich nie zastali tam Hagrida, lecz Prof.Grubbly-Plank.
-Zastępuje Hagrida podczas jego nieobecności-oznajmiła-Dziś zajmiemy się omawianiem bardzo fascynującego stworzenia, jakim jest Hipokampus. Uczniowie spojrzeli po sobie wzrokiem mówiącym; "co to jest do cholery?". Ręka Michelle wystrzeliła do góry.
-Tak Panno Water. Czy chce Pani nam powiedzieć coś o Hipokampusie?
-Tak Pani Profesor. A więc Hipokampus jest to stworzenie o głowie i piersi konia a ogon i zad olbrzymiej ryby. Zostały udomowione przez trytony. Składają duże jaja o półprzezroczystych skorópkach, przez które można zobaczyć uśpione jeszcze kijanki.
-Świetnie! 10pkt. dla Griffindoru. A teraz chodźcie wszyscy za mną. Poszli nad jezioro, gdzie pływały prawdziwe Hipokampusy. Przez następną lekcjie uczyli się o nich.
Następnie poszli na zaklęcia. Ćwiczyli jak dotąd poznane zaklęcia.
Wieczorem poszły na kolacje, a potem do dormitoriów spać.
komentarze [4] . 4
Lay made by
Lucy, only for
this diary (c)